sobota, 3 grudnia 2016

Saroo Brierley - "Lion. Droga do domu"




























Dwadzieścia pięć lat rozłąki.

Ponad milion kilometrów kwadratowych do przeszukania.
I chłopiec, który zrobi wszystko, aby po latach odnaleźć utraconą rodzinę.

Pięcioletni Saroo zostaje sam na dworcu kolejowym. Szukając starszego brata, wsiada do przypadkowego pociągu i zmęczony… zasypia. Budzi się półtora tysiąca kilometrów od domu, w pięciomilionowej Kalkucie.

Nie pamięta, skąd pochodzi, nie wie, jak wrócić. Walczy o przetrwanie w jednym z najbardziej przerażających miast świata. Śpi na brudnych ulicach, ucieka przed gangami żebraków. Adoptowany, trafia do dalekiej Australii.

Mija dwadzieścia pięć lat. Myśl o odnalezieniu prawdziwej rodziny nie daje Saroo spokoju.
Ma jednak tylko okruchy wspomnień.
I technologię XXI wieku, która przyjdzie mu z pomocą.



Historia, która zdarzyła się naprawdę. Jeśli opis książki, Was nie zachęcił do sięgnięcia po nią, mam nadzieję, że mi uda się to zrobić. Naprawdę jest to historia godna poznania i polecenia.

Rzadko czytam książki przedstawiające prawdziwą historię bohatera. Zazwyczaj mam do czynienia z fikcją literacką, w której autor bardziej lub mniej realistycznie przedstawia wymyśloną przez siebie historię. Tym razem było inaczej. Wszystko, co zostało napisane wydarzyło się naprawdę. Chociaż czasem bardzo trudno było mi w to uwierzyć, historia, którą opisuje Saroo Brierley miała miejsce w rzeczywistości. To właśnie on przeżył coś, co potem postanowił opisać w książce. 




























Indie to jeden z najbardziej zaludnionych krajów na świecie. Bieda, głód, ubóstwo i śmierć towarzyszy mieszkańcom na każdym kroku. Saroo pochodzi z bardzo biednej rodziny. Ojciec opuścił ich i wychowaniem jego i trojga rodzeństwa zajmuje się matka, która robi wszystko, aby zarobić na ich wyżywienie. Haruje od świtu do nocy na budowie, aby jej dzieci miały co jeść. Starsi bracia również pomagają zdobywać pieniądze, a Saroo opiekuje się najmłodszą siostrą. Pewnego dnia wyrusza z najstarszym bratem do miasta. Gubi się, wsiada do pociągu, zasypia i budzi się w zupełnie obcym miejscu, daleko od domu i próbuje przetrwać. 

Historia przetrwania najbardziej mnie zaskoczyła. Opisy każdego dnia, tego, jak mały, pięcioletni chłopiec musiał walczyć o przeżycie, przyprawiały mnie o dreszcze. Dziecko, dla którego każdy dzień był wielką niewiadomą, musiało uczyć się przetrwania. Pięcioletni Saroo został sam, bez rodziny, bez pieniędzy, jedzenia i dachu nad głową. W wielkim, pięciomilionowym, niebezpiecznym miejscu, gdzie niebezpieczeństwo czyhało na niego na każdym kroku. Jednak Saroo nie poddaje się. Postanawia walczyć. Musi odnaleźć drogę do domu, ale przede wszystkim musi przeżyć. 

Przeżycia Saroo czyta się z zapartym tchem. Nie mogłam się oderwać od lektury nawet na chwilę. Opisy jego "szkoły przetrwania" sprawiły, że książkę czytało się ekspresowo. Nie mogłam jednak uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Że to wszystko spotkało pięcioletnie dziecko. Ile trzeba siły i przede wszystkim odwagi, aby przeżyć to, co przeżył Saroo. Nam trudno jest to sobie wszystko wyobrazić, jednak ta historia wydarzyła się naprawdę. Saroo nie miał łatwego dzieciństwa zanim trafił do rodziny zastępczej do Australii. 

To bardzo poruszająca książka. Tak jak wspominałam, czyta się ja rewelacyjnie i jest bardzo wciągająca. Początkowe perypetie związane z walką o przetrwanie, a potem poszukiwania domu i rodziny bardzo mnie poruszyły. Podczas czytania, zwłaszcza na początku miałam w głowie tylko jedno: "wow, nie wierzę, jak to możliwe? Jak to się mogło stać? Jakim cudem taki mały chłopiec to wszystko przeżył?". I początkowo było genialnie. Nie mogłam przestać jej czytać, nie mogłam się oderwać, byłam zachwycona. 




























Potem niestety wszystko pękło, jak bańka mydlana. Cały mój zachwyt nad książką niestety prysł. Autor wydłużał tę powieść jak tylko się dało, stosując zupełnie niepotrzebne opisy. Miałam wrażenie, że już to czytałam. Końcówka, to same żmudne, długie opisy, bez których książka naprawdę byłaby dużo lepsza. Saroo Brierley do tego stopnia przesadził z prezentacją wszystkiego wokół, czego tylko się dało, że czytając zakończenie, zasnęłam z książką w ręce. Przy samym końcu, przy prawie najważniejszej części historii, ja po prostu zasnęłam, zamiast być zaciekawioną jak to wszystko się skończy. 

Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć tyle, że Saroo Brierley nie jest pisarzem. Po prostu spisał swoje wspomnienia, aby każdy, kto tylko chce mógł poznać jego historię, która jest naprawdę niesamowita. 

Wykonanie nie jest rewelacyjne, ale to nie to jest w tym wszystkim najważniejsze. Najważniejsza jest historia, którą przeżył autor i z którą chciał się podzielić. A ona naprawdę jest godna poznania i polecenia. Historia jest cudowna, poruszająca i wstrząsająca, dlatego mam nadzieję, że sięgnięcie po "Lion. Droga do domu" i spodoba Wam się chociaż w połowie tak jak mi. 

Poza samą historią, do przeczytania zachęca również okładka, która jest przepiękna. Nie mogę się na nią napatrzeć. Widziałam różne inne, które zostały wydane w innych krajach i nasza absolutnie jest najpiękniejsza. 


Wczoraj również do kin wszedł film - "Lion. Droga do domu", który został nakręcony na podstawie właśnie tej książki. Jestem jego bardzo ciekawa. Na pewno będę chciała go obejrzeć jak najszybciej i mam nadzieję, że spodoba mi się w podobnym stopniu jak książka. Jeśli tylko uda mi się go obejrzeć, dam Wam znać, jakie jest moje zdanie na jego temat i co wypadło lepiej. Książka, czy film? 
Czytaj dalej »

wtorek, 29 listopada 2016

Kim Holden - "Promyczek"


Życie Kate Sedgwick nigdy nie było bezbarwne. Dziewczyna pomimo problemów i tragedii zachowała pogodę ducha – nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczek. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. Właśnie dlatego – gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie – kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać Kellera Banksa.


Oboje to czują.

Oboje mają powód, by z tym walczyć.
Oboje skrywają tajemnice.



Kiedy wyjdą one na jaw, mogą uzdrowić…

Mogą również zniszczyć.

Jak ja kocham tę książkę. Nawet sobie tego nie wyobrażacie. Jeśli jesteście jeszcze przed lekturą, zaopatrzcie się w chusteczki, bo gwarantuję wam, że będą potrzebne. 































Bardzo długo zwlekałam z lekturą jej, naprawdę. Nigdy wcześniej nie miałam okazji jej przeczytać, chociaż chęci były od samego początku. Dopiero niedawno udało mi się ją zdobyć. Od razu zabrałam się do czytania. Wiedziałam mniej więcej czego mogę się po niej spodziewać, jednak mimo wszystko podchodziłam do niej z lekkim dystansem. Nie lubię się rozczarowywać książkami, które wszyscy uwielbiają. Tym razem na szczęście tak nie było. Pokochałam tę powieść dokładnie tak, jak wszyscy inni, którzy mi ją polecali. 

Kate, Gus, Keller, Shelly, Clay i inni. Bohaterowie, których autorka wykreowała w tej powieści są nieziemscy.  Kate, główna bohaterka - tak bardzo pozytywna osoba, którą pokochałam całym sercem. Tyle ciepła i radości wniosła w tę książkę. Nic więc dziwnego, że ma tylu wiernych i oddanych przyjaciół, którzy zrobiliby dla niej wszystko. I "Promyczek" idealnie do niej pasuje. Mimo, iż w swoim życiu naprawdę wiele przeszła, nie traci pogody ducha i swoim optymizmem zaraża innych.
Gus - jej najlepszy przyjaciel, gitarzysta. Razem z przyjaciółmi założył zespół muzyczny Rook. Kocha Kate całym sercem. Jest dla niej jak brat, ale czy tylko? Wspierają się w każdej chwili, uwielbiają się, nie mogą bez siebie żyć. 
Keller - boski przystojniak, dla którego nie tylko Kate straciła głowę, ja również. Uwielbiam go za wszystko. Taki mój prywatny ideał i bohater. Jego historia mnie tak bardzo przejęła, a z drugiej strony byłam, jestem z niego tak bardzo dumna. Shelly - nowa przyjaciółka Kate, którą poznała w Grant i z którą świetnie się dogaduje. 

Wszyscy bohaterowie wykreowani są tak bardzo realistycznie, że nie zdziwiłabym się, gdybym kiedyś na ulicy spotkała Shelly, Kellera czy Kate. Jestem pewna, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić. Relacje, jakie są między nimi bardzo mi się podobały. Czytałam tę książkę z wielką przyjemnością, śledząc losy nastolatków. 

Wiem, że czytelniczki dzielą się na zwolenników Gusa i zwolenników Kellera. Moje serce zdecydowanie skradł Keller, który od samego początku mnie kupił swoją osobą. Potem tylko utwierdzałam się w tym przekonaniu. A na koniec...serce mi pękało z żalu nad tym, co musi przeżywać. 


Przepiękna historia o miłości, przyjaźni, życiu i tym, że trzeba się nim cieszyć, póki tylko można. Kate uczy nas tego, żeby każdy dzień traktować jakby miał być ostatnim, niczego nie żałować, spełniać swoje marzenia i być szczęśliwym. Ona jest tego idealnym przykładem, z której naprawdę można brać przykład. 

"Promyczek" mógłby być podzielony na dwie części. "Przed" w którym poznajemy codzienne życie nastolatki, która zaczęła studia, poznaje nowych przyjaciół, wychodzi na imprezy, korzysta z życia, spotyka na swojej drodze kogoś, w kim zakochuje się, chociaż tego nie chce. I to była ta część bardzo spokojna, przy której można się odprężyć i zrelaksować. I "Po", czyli momenty, w których poznajemy tajemnice. Zarówno Kate jak i Kellera. I to właśnie wtedy serce zaczyna bić szybciej, nie chcesz wiedzieć, jak to się skończy i już wtedy wiadomo, że to jest najlepsza książka wydana w tym roku. Idealna. Wspaniała. Cudowna. Wzruszająca. 

To nie jest zwyczajna książka. To powieść, która złamie Ci serce i sprawi, że już nic nie będzie takie jak wcześniej. Będziesz płakać, wylewać łzy, rozpaczać razem z bohaterami. Będzie ci ich tak strasznie żal. Nie będziesz mogła się powstrzymać przed szlochem. Twoje łzy będą spływać na książkę, litery będą się zamazywać. Nie będziesz widzieć nic. A potem stanie się to, czego tak bardzo nie chcesz przeczytać. Skończysz książkę i nie będziesz mogła przestać o niej myśleć. Dokładnie tak jak ja w tym momencie. Teraz tylko czekam, aż "Gus" będzie w końcu mój i będę mogła poznać dalsze losy bohaterów. 


Czytaliście? Dajcie koniecznie znać jak Wam się podobała książka i za którym z Panów jesteście? Gus czy Keller? 


Czytaj dalej »

czwartek, 24 listopada 2016

Kasie West - "Chłopak na zastępstwo"

Book Toury to ostatnio bardzo popularna forma promocji książek. Pomysł oczywiście zawdzięczamy zagranicznym kolegom, książkoholikom. Bardzo cieszę się, że ta forma przyjęła się w Polsce. I właśnie dzięki book tourowi organizowanemu przez Martę z bloga Wymarzona Książka miałam okazję przeczytać "Chłopaka na zastępstwo". 




Nie jesteśmy doskonali i wcale nie powinniśmy tacy być.

Wyobraź sobie taką sytuację. Jesteś najpopularniejszą dziewczyną w szkole, przewodniczącą samorządu szkolnego. Masz przyjaciółki, które są równie popularne, jak ty. Dzisiaj jest ten wielki wieczór. Wystroiłaś się jak Stróż w Boże Ciało, wyglądasz olśniewająco. To właśnie dzisiaj Twoje przyjaciółki mają poznać twojego idealnego chłopaka - Bradleya. On jednak zrywa z tobą przed samym balem maturalnym, na parkingu, przed wejściem. No i co teraz? Jak zachowałabyś się? 

Gia jest bardzo zdeterminowana. Nie może pójść na bal sama. Inaczej dziewczyny pomyślą, że Bradley tak naprawdę nie istnieje i Gia go sobie wymyśliła. Na parkingu zauważa jednak chłopaka siedzącego w samochodzie i czytającego książkę. Myśli sobie: Raz kozie śmierć! Podchodzi do niego i składa mu propozycję nie do odrzucenia: Nieznajomy, możesz pójść ze mną na bal i udawać mojego chłopaka? Chłopak się godzi i po jakimś czasie wchodzą razem na salę. Co dalej? Tego musicie dowiedzieć się sami!


Książka jest cudowna! Fajna, lekka, przyjemna młodzieżówka. Tak bardzo romantyczna i słodka, jednak dająca do myślenia. Bo nie jest to kolejna bezsensowna młodzieżówka o niczym, o nie. To powieść z morałem, który jestem pewna, każdy potrafi dokładnie odczytać.

"Chłopak na zastępstwo" to powieść o tym, co tak naprawdę w życiu jest ważne. Autorka poprzez  przykład głównej bohaterki chciała nam dać do zrozumienia, że często nie zdajemy sobie sprawy z tego, co w życiu jest naprawdę ważne. Często też otaczamy się nieodpowiednimi ludźmi, oszukujemy, kłamiemy, aby tylko inni ludzie dobrze o nas myśleli, dowartościowują nas lajki i to, co ludzie o nas myślą.

Jak mierzymy dziś naszą wartość? Liczbą lajków, które otrzymał nasz post, tym, jak wielu mamy znajomych czy ile zebraliśmy retweetów? Czy w ogóle wiemy, co tak naprawdę myślimy, dopóki nie przedstawimy naszych myśli w sieci i nie dowiemy się od innych, ile ich zdaniem są warte?


Powiem Wam, że książka jest bardzo pouczająca. Jestem przekonana, że powinny po nią sięgnąć wszystkie nastolatki we współczesnym świecie. Nie dość, że bardzo przyjemna w odbiorze, czyta się ją rewelacyjnie, aż się oderwać nie można, to jeszcze nie brakuje w niej morału. Dawno nie spotkałam się z taką książką dla młodzieży, dlatego daję jej ogromnego plusa i żałuję, że tak szybko się skończyła. 


Bohaterowie wykreowani są bardzo dobrze. Dokładnie tak, jak powinni. Gia i jej denerwujące przyjaciółeczki są idealnie przedstawione. Bardzo podobał mi się proces przemiany głównej bohaterki, która pod wpływem nowych znajomości zmienia się i dostrzega co tak naprawdę w życiu jest ważne i co powinno się liczyć. 


Polecam ją wszystkim. Bardzo cieszę się, że mogłam ją przeczytać i dziękuję Marcie, że dała mi taką możliwość. Book Toury to jednak świetna sprawa. Wiem, że będę brała udział w kolejnych, więc jak wiecie o jakimś, dajcie znać w komentarzu! 

Jestem również ciekawa kolejnej książki tej autorki "Chłopak z sąsiedztwa"! 

Czytaliście? Dajcie znać jak Wam się podobała! 


Czytaj dalej »

sobota, 19 listopada 2016

Magdalena Witkiewicz - "Pracownia dobrych myśli"

Magdalena Witkiewicz, to pisarka, która dała mi się poznać przy książkach: "Pierwsza na liście", "Po prostu bądź", czy "Cześć, co słychać?" Bardzo spodobała mi się jej twórczość, dlatego z całą przyjemnością zabrałam się za czytanie "Pracowni dobrych myśli". I jest to cudowna książka.

"Wszystko przychodzi z czasem. Gdy tylko na to czekasz, czekasz całe życie. A gdy przestajesz czekać, los robi Ci niespodziankę i to, na co wcześniej czekałaś, po prostu się dzieje." 


"Pracownia dobrych myśli" to nowo powstała kwiaciarnia znajdująca się w kamienicy przy ulicy Przytulnej 26. Kamienica ta ma również swoich bohaterów, których możemy poznać podczas czytania tej książki. I tak po kolei mieszkają w niej: 

Giga, czyli Genowefa - najnowsza i najmłodsza lokatorka pracująca w telewizji, która ma za swoją szefową Curellę de Mon - idealne porównanie! To właśnie dzięki niej ludzie mieszkający na Przytulnej poznają się, i zaprzyjaźniają. 
Ewa - wdowa zakochana nadal w swoim zmarłym mężu, ma cudowną córeczkę Amelkę. Kobieta cały czas wspomina swojego zmarłego męża, nie pozwala sobie na radość, bo myśli, że powinna być smutna, skoro jest wdową. 
Florian -  właściciel "Pracowni dobrych myśli", syn Grażyny. Uroczy człowiek, który wie co to prawdziwa sztuka. Założył kwiaciarnię, aby sprawiać ludziom przyjemność. Jest zdania, że każda nieszczęśliwa, bez nastroju kobieta powinna włożyć sobie we włosy kwiat, wtedy staje się szczęśliwsza. Przyjaźni się z Tomaszem, motocyklistą i  mieszkańcami kamienicy. 
Grażyna, artystka, które całe dnie spędza w swoim gabinecie, w którym maluje. Matka Floriana, która nie jest szczęśliwą kobietą, dlaczego? Przeczytajcie. 
Pani Wiesia - zdecydowanie moja ulubienica. Najcudowniejsza osoba w całej powieści. Około osiemdziesięcioletnia kobieta mieszkająca w kamienicy. Większość dnia spędza w oknie obserwując to, co się dzieje w okolicy. Nie jest to jednak typowa babcia, która wszystko wie najlepiej i do wszystkiego się wtrąca. To rewelacyjna kobieta, która swoim poczuciem humoru, swoją osobą sprawia, że znikają wszystkie troski. To kobieta, która nie lubi kłopotów. To właśnie ona ma swoją magiczną miksturę - malinówkę, która jest dobra na wszystkie troski. I pita jest przez mieszkańców "dla zdrowotności". Kolejna osoba, która skrywa tajemnicę.
Jest też pan Zbyszek, starszy mężczyzna, który dużo czasu spędza z panią Wiesią.

"Jeżeli kogoś kochasz, nie unoś się dumą. Rób wszystko tak, byś potem za kilkadziesiąt lat nie żałował, że czegoś nie zrobiłeś." 



Lubię, cenię, ubóstwiam, uwielbiam tę książkę. Czegoś takiego właśnie było mi trzeba. "Pracownia dobrych myśli" to wspaniała, ciepła lektura przedstawiająca losy mieszkańców Przytulnej 26. Ich perypetie są napisane w genialny sposób. Dawno nie czytałam żadnej książki, która tak bardzo potrafiłaby mnie rozbawić. (Ostatnio to chyba Uroczysko Magdaleny Kordel, ale kiedy to było!). Tak jak już wspominałam, Pani Wiesia to zdecydowanie moja ulubienica. Jej pomysły, chęć życia, radość wypływająca z niej, chęć niesienia pomocy, to wszystko spowodowało, że książka tak bardzo mi przypadła do gustu. Wyobraźcie sobie osiemdziesięciolatkę, która postanawia kupić sobie tablet i uczy się go obsługiwać, ogląda "programy po godzinie 22" razem z innym lokatorem, a to tylko część z jej szalonych pomysłów. Znana jest również z tego, że nie lubi kłopotów i częstuje wszystkich swoją nalewką malinową, którą pije "dla zdrowotności" i która jest najlepszym lekarstwem na wszystkie troski i zmartwienia. 

"Bo ta miłość to taka trochę bańka jest. Pryśnie nagle, zupełnie nie wiadomo kiedy. I kiedy jeszcze jest szansa pozbierać to, co po tej miłości zostało, ci durni ludzie unoszą się dumą i pychą i nic nie robią. No i potem z tego tylko kłopoty są."

Obiecuję Wam, że nie będziecie się nudzić przy tej książce, wręcz przeciwnie. Będzie to dla Was idealny odpoczynek, dokładnie taki, jaki był dla mnie. Przy tej książce można się cudownie zrelaksować. Czytałam ją z uśmiechem na twarzy. Nie mogłam się od niej oderwać, bo chciałam wiedzieć, jak potoczą się ich dalsze losy. I jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona!

Jest to tak przyjemna i ciepła lektura, że nie będziecie mogli się od niej oderwać. Jestem pewna, że czytając ją będzie Wam cieplej na sercu. I nie można tego rozumieć jako: skoro tak mówi, na pewno jest to książka przesłodzona do granic wytrzymałości. Zdecydowanie nie!


Uwielbiam w Pani Magdzie to, że potrafi pisać w tak lekki i przyjemny w odbiorze sposób, z poczuciem humoru, którego nie brakuje w "Pracowni dobrych myśli", ale potrafi również poruszać poważne tematy. Bo ta powieść to nie tylko śmiech. To coś więcej. To powieść o tym, co tak naprawdę w życiu jest ważne, a więc o miłości, przyjaźni i szczęściu, bez którego życie nie byłoby takie piękne. 

"Mówi się, że gdy człowiek idzie właściwą życiową ścieżką, to cały wszechświat mu sprzyja, by mógł nią iść dalej."

Jeśli chcecie poprawić sobie humor, przeczytać coś przyjemnego, odprężyć się, "Pracownia dobrych myśli" będzie idealnym wyborem. Polecam ją z całego serca!

Czytaj dalej »

niedziela, 13 listopada 2016

Nicholas Sparks - "Spójrz na mnie"


Collin nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Brak zainteresowania rodziców, dorastanie w szkołach wojskowych, potem problemy z agresją i zatargi z policją. Maria natomiast zawsze czuła wsparcie rodziny – jako mała dziewczynka, a także później, podczas studiów prawniczych i na początku kariery zawodowej. Pewnie trudno byłoby znaleźć dwie bardziej różniące się historie. I dwa tak niepodobne do siebie charaktery.
A jednak przeciwieństwa najwyraźniej się przyciągają. Maria i Colin zostają parą. Wszystko świetnie się zapowiada, dopóki ona nie zaczyna otrzymywać dziwnych wiadomości od anonimowego prześladowcy. 


Kolejna powieść od mojego króla powieści obyczajowych. Uwielbiam Sparksa i chyba wszyscy o tym wiedzą. Kiedyś nałogowo czytałam jego książki, jedna po drugiej, jednak jeszcze nie wszystkie udało mi się przeczytać. Mam nadzieję, że uda mi się to nadrobić w najbliższym czasie. Dzisiaj jednak mam dla Was opinię o najnowszej powieści Nicholasa Sparksa - "Spójrz na mnie". 


Pierwsze, co pomyślałam po przeczytaniu jej to: "Kurczę, to zupełnie inny Sparks. Tego jeszcze nie było." Jednak wszystko to jest zdecydowanie na plus. Nicholas Sparks przyzwyczaił nas do iście romantycznych historii, więc byłam trochę zaskoczona czytając "Spójrz na mnie", gdzie pojawiły się wątki kryminalne. 

Poznajemy Collina i Marię. Dwójkę osób, skrajnie od siebie różnych. Ona - pani prokurator, On - zawodnik walk MMA Nikt normalny nie przypuszczałby, że mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego. Jak się jednak okazuje, mogą mieć. I to o wiele więcej, niż można się było spodziewać. Zaczynają się spotykać i zakochują się w sobie. Ich miłość jest piękna, prawdziwa i godna naśladowania. 


Maria zostaje obiektem prześladowania i nękania - bukiet w samochodzie czy przebite opony to tylko dwa przykłady, których używa gnębiciel. Kobieta ma pojęcia kim może być jej prześladowca. Razem z Collinem próbują się czegoś dowiedzieć na ten temat. I gwarantuję Wam, że nie domyślicie się, kim on był. Ja byłam w szoku, nie spodziewałam sie totalnie. Ale to dobrze, o to chodziło. Tyle zagadek do rozwiązania, tajemniczości, niespodziewanych zwrotów akcji. Podobało mi się! 

Dynamiczna akcja, wspaniali bohaterowie, tajemnice, zagadki i oczywiście miłość w roli głównej. Tak można zdefiniować książkę "Spójrz na mnie". Dodatkowo ta przepiękna okładka, od której nie potrafię oderwać wzroku do tej pory!

Polecam ją naprawdę wszystkim. I fanom Sparksa, których raczej nie trzeba namawiać, ale również tym, którzy mają jeszcze przed sobą zapoznanie się z twórczością tego autora. Jestem pewna, że nie będziecie żałować! 

Czytaj dalej »