piątek, 29 listopada 2019

Mitch Albom - "Pięć osób, które spotykamy w niebie"

Cześć!

Dzisiaj przychodzę z opinią na temat książki "Pięć osób, które spotykamy w niebie". Jest to bez wątpienia wyjątkowa powieść. Poznajemy w niej Eddiego, który ginie podczas wykonywania swojej pracy w wesołym miasteczku przygnieciony przez jedną z atrakcji, ratując małą dziewczynkę. 

Dostaje się do nieba i spotyka tam pięć osób, które w jakiś sposób są związane z jego życiem. Niekoniecznie musi ich znać, jednak one wpłynęły na jego życie. Każda z tych osób uczy go jednej rzeczy, która ma mu pomóc zrozumieć sens jego życia i pogodzić się ze samym sobą. 

Eddie to bohater, który wiele przeszedł w swoim życiu. Właśnie dzięki spotkaniu z każdą z osób, dowiadujemy się jak wyglądało jego życie. A prawie całe swoje życie spędził w wesołym miasteczku, Rubylandzie. Tam też znajduje się po śmierci, tam jest jego niebo, chociaż tak bardzo chciał stamtąd uciec jak najdalej. Chciał dla siebie czegoś lepszego. Lepszej pracy, studiów, chciał czegoś więcej. Przez większą część swojego życia winił swojego ojca za to, że tam się znalazł. Na wszystkie swoje pytania otrzymuje odpowiedź właśnie od tych pięciu osób. 

Książka pokazuje, że każdy człowiek, którego spotykamy na swojej drodze ma dla nas jakieś znaczenie, każdy z nich kształtuje nas w pewien sposób i każda z nich jest dla nas ważna. Niezależnie od tego jak długo ją znaliśmy i ile z nią przeżyliśmy. "Pięć osób, które spotykamy w niebie" to niezwykle wzruszająca historia. Zupełnie nie spodziewałam się tego, co otrzymałam w niej. Wzruszyłam się ogromnie przy niektórych historiach, a przy jednej nawet zakręciła mi się łezka w oku. 

Bardzo polecam tę książkę, naprawdę warto ją przeczytać, ponieważ jest bardzo mądra, pouczająca, a jej treści są ponadczasowe i uniwersalne. Można się przy niej naprawdę dobrze zastanowić nad swoim życiem i tym, jak je traktujemy. Przepiękna historia Eddiego i ważnych dla niego osób. Warto przeczytać i zastanowić się nad tym, co autor chciał nam w niej przekazać. 

poniedziałek, 25 listopada 2019

Magdalena Zeist - "Jeszcze jedno marzenie"

Są takie książki, które przyciągają Cię jak magnes. Nie potrafisz tego wyjaśnić, ale wiesz, że koniecznie musisz je przeczytać. Właśnie tak miałam z debiutem Magdaleny Zeist - "Jeszcze jedno marzenie". Nawet zapisałam się do booktouru organizowanego na Instagramie, ale nie wytrzymałam. Odpaliłam Legimi i zaczęłam czytać. I przepadłam bez reszty, a lektura zajęła mi dwa wieczory. To było coś niesamowitego. 


 Jeżeli taki wspaniały był debiut, to jestem ciekawa co będzie z kolejnymi książkami. Ciekawi jesteście co mi się podobało w tej książce?


🌟Po pierwsze bohaterowie, którzy są rewelacyjni. Cudowni, ogromnie w sobie zakochani, mający mnóstwo problemów na głowie, ale silni. Dają sobie ze wszystkim radę, mimo, że wcale nie mają lekko w życiu. Igor - chłopak, który czeka na przeszczep serca. Jest chory i tylko przeszczep może go uratować. Mieszka ze swoją dziewczyną, którą kocha nad życie. Oboje są architektami i prowadzą swoją firmę razem z przyjacielem. Gaja bardzo wierzy w Igora i w to, że uda im się doczekać na serce i dalej będą tak szczęśliwi jak teraz. Bohaterowie są wykreowani rewelacyjnie. Bardzo ich polubiłam. Tak samo przyjaciółkę dziewczyny, która pod pewnym względem była podobna do mnie. Czytając miałam wrażenie "to o mnie, przecież mam tak samo". 

🌟 Po drugie nawiązanie do książki "Oskar i Pani Róża", którą tak ogromnie uwielbiam. Cudownie było przypomnieć sobie fragmenty i cytaty, które autorka przytaczała przed każdym rozdziałem. Rewelacyjny pomysł bez dwóch zdań! 


🌟 Po trzecie sprawa pomagania. Uwielbiam pomagać, staram się to robić kiedy tylko mogę, a tutaj autorka zachęca do zarejestrowania się jako dawca narządów. Bardzo poważna sprawa, ale jakże ważna. I nawet nie zdjęcie sobie sprawy ilu jest potrzebujących. Bardzo cenię sobie książki, które niosą przesłanie. I tutaj bez wątpienia się z tym spotykamy. Po pierwsze przy dawcy organów, a po drugie w kwestii schronisk dla psów - naprawdę bardzo polecam zapoznać się z tą książką. 


🌟 Po 4 dziadek Lucek, który jest fenomenalnym człowiekiem i którego nie sposób nie polubić. Poza tym ma on swój odpowiednik w prawdziwym życiu, o czym autorka napisała na samym końcu książki. Uwielbiam tego bohatera. Nadaje on tej książce niesamowitego koloru i jego postać sprawia, że kilka razy śmiałam się podczas czytania tej książki. 

🌟 Dwa zakończenia! Tak! Dobrze czytacie. Możecie sobie wybrać to, które Wam bardziej pasuje. I to było genialne. Ja przeżyłam niezły szok czytając do końca. I zdradzę Wam coś - główna bohaterka również pisze książkę. I jedno z tych zakończeń jest tym, które ona wymyśliła dla swoich bohaterów, a drugie...no cóż. Sami się przekonacie. 


🌟 Styl i język autorki, która pisze rewelacyjnie. Książka jest ogromnie wciągająca i muszę przyznać, że przeczytałam ją dosłownie w dwa wieczory. Byłam tak zachwycona, że nie wyobrażacie sobie tego. Autorka tak pięknie pokazała miłość między Gają a Igorem, że miałam uśmiech na twarzy praktycznie przez cały czas czytania książki. To było przepiękne. A jakie emocjonujące! W pewnym momencie myślałam, że na zawał padnę! Bardzo, bardzo polecam. To zdecydowanie jeden z najlepszych debiutów książkowych tego roku! Będę tę książkę polecać z pewnością wszystkim wokół. Musicie ją przeczytać. 


Czytaliscie tę książkę? Macie zamiar? Jaki był najlepszy debiut, który czytaliście? 

czwartek, 21 listopada 2019

Kilka słów o "Kołysance z Auschwitz"

Witajcie!
Kilka dni temu przeczytałam "Kołysankę z Auschwitz" i chciałabym się podzielić z Wami wrażeniami z lektury. 
Przyznam szczerze, że nigdy nie przepadałam za wojenną / obozową tematyką książek. Jedynie dwie książki, które pamiętam z czasów szkolnych przypadły mi do gustu. Były to "Kamienie na szaniec" oraz "Opowiadania" Tadeusza Borowskiego, dlatego z wielką ostrożnością podeszłam do lektury "Kołysanki z Auschwitz". I jak się okazało - zupełnie niepotrzebnie. 

Książka jest fenomenalna. Naprawdę. Opisuje losy Helene Hannemann, Niemki, która znalazła się w obozie w Auschwitz. Jesteście ciekawi dlaczego i jak wyglądało jej życie w Birkenau? 

Niemcy, 1943 rok. Helene Hannemann budzi swoje dzieci, aby zaczęły szykować się do szkoły. Jej mąż Johann niedawno stracił pracę i nie ma szans na nową ze względu na swoje romskie pochodzenie. Jednak zanim rodzina Hannemann rozpocznie kolejny dzień, ich codzienność przerywają mundurowi wysłani przez SS.
Johann razem z pięciorgiem dzieci mają zostać zesłani do Auschwitz, ponieważ w ich żyłach płynie romska krew. Helene jest czystej krwi Niemką i może zostać, a mimo to dobrowolnie postanawia opuścić dom razem z najbliższymi. Wszyscy trafiają do nazistowskiego obozu koncentracyjnego.
Johann zostaje oddzielony od reszty rodziny, a Helene jako wyszkolona pielęgniarka zostaje
wyznaczona przez doktora Mengele do prowadzenia obozowego przedszkola. Nie ma złudzeń co do brutalnych zamiarów tego człowieka. Chce jednak dać tym małym niewinnym istotom choć cząstkę nadziei oraz poczucie normalności.

Na szczególną uwagę zasługuje tutaj postać Helene. "Kołysanka z Auschwitz" jest inspirowana prawdziwym życiem i prawdziwymi wydarzeniami w życiu bohaterki. Prawie wszystko jest opisane dokładnie w taki sposób, jakim było naprawdę. 

I postać główniej bohaterki - Helene. To Niemka, kobieta o wielkim sercu. Bezgranicznie zakochana  w mężu - Cyganie i oddana swojej rodzinie. Jest w stanie poświęcić wszystko dla swoich dzieci. Nawet jedzie z nimi do obozu, gdyż nie wyobraża sobie, że miałaby się z nimi rozdzielić. Podczas pobytu w Birkenau pomaga innym więźniom. Jest pielęgniarką, a potem prowadzi obozowe przedszkole. Jest cudownym człowiekiem, osobą, która pomimo bardzo ciężkiej sytuacji, w której się znalazła, jest pogodną kobietą i stara się wszystkim pomóc. Ostatnia scena w książce jest ogromnie wzruszająca. Idealna matka, wzór do naśladowania, fenomenalna kobieta.

Trzeba przyznać, że autor zrobił bardzo dobrą robotę pisząc tę książkę. Powieści obozowe / wojenne zawsze kojarzyły mi się z takim ciężkim stylem i językiem, przez co trudno było mi przez nie przebrnąć. W "Kołysance..." jest zupełnie inaczej. Autor postarał się oddać całą historię w naprawdę przyjemnym stylu. Mimo, iż podejmowany temat do łatwych nie należał, a wręcz przeciwnie, autorowi udało się sprawić, że tę książkę czyta się rewelacyjnie. W pewnych momentach nie sposób się od niej oderwać.
Mario Escobar wszystkie wydarzenia i miejsca opisał tak, jakby w tym czasie był obok wszystkich tych bohaterów, jakby widział co się tam dzieje, co gdzie jest, jak wygląda. Jestem zachwycona tą książką. Nie miałam żadnego problemu, aby wyobrazić sobie wszystko to, co przeżywają bohaterowie. 

Poza tym rewelacyjnym zabiegiem było również zamieszczeniu na końcu książki wyjaśnień historycznych, w których autor zawarł prawdziwe informacje na temat Helene Hannemann, prowadzenia przedszkola, innych bohaterów książki czy ważnych informacji, które fajnie byłoby znać. Dalej znajdziemy "kalendarium cygańskiego obozu w Auschwitz" - to z pewnością świetna lekcja historii. Na końcu jest również mapka cygańskiego obozu z rozmieszczeniem wszystkich pomieszczeń oraz oryginalna mapa całego obozu Birkenau (Auschwitz II).

"Kołysankę z Auschwitz" śmiało mogę nazwać najbardziej wzruszającą książką jaką przeczytałam w całym moim życiu. Ostatnie strony naprawdę już bardzo ciężko było mi czytać. Łzy cisnęły mi się do oczu. Oczyma wyobraźni widziałam wszystko to, co działo się w obozie. A nie był to łatwy i przyjemny widok. Książka jest naprawdę bardzo emocjonująca. Podczas czytania kilka razy wzruszałam się, musiałam się oderwać i wrócić do niej za chwilę.  Natomiast ostatnia scena - to było coś najpiękniejszego, a z drugiej strony najbardziej tragicznego i wzruszającego w tej książce. 

Podczas czytania zdałam sobie sprawę, że często nie doceniamy tego, co mamy. A mamy naprawdę wiele. Spokój, brak wojny, mamy co jeść, mamy się w co ubrać, mamy rodzinę, mamy wolność. A i tak ciągle czegoś nam brakuje, coś nam nie pasuje, na coś narzekamy. Helene wraz z pięciorgiem dziećmi była ponad rok uwięziona w obozie, głodna, nie wiedziała, czy kolejnego dnia jeszcze będzie żyć zarówno ona jak i jej dzieci, a mimo wszystko potrafiła cieszyć się z tego co ma, z tego, że jest razem z dziećmi, z tego, że może pomóc innym. 

Kochani, naprawdę zachęcam Was do przeczytania tej książki. Jestem pewna, że wzruszycie się tak bardzo jak ja i będziecie równie mocno zachwyceni tą powieścią. To nie jest byle jaka książka o pobycie w obozie, ale przekonacie się o tym dopiero wtedy, kiedy po nią sięgniecie i przeczytacie. Jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni. 

poniedziałek, 18 listopada 2019

Anna Ciarkowska - "Pestki"


Pestki ostatnio krążą po całym Internecie. Tej książki jest wszędzie pełno, a to wszystko dlatego, że autorka stworzyła coś niesamowitego! 😍



Intymne zapiski o uwikłaniu w powinności i konieczności, o tym, co trzeba i co należy. Opowiadania układają się w historię o dziewczynie, która wtłoczona w świat utkany ze słów matki, babci, koleżanek, nauczycielek, chłopaków, kochanków, partnerów, pełen konwenansów i zasad zaczyna kawałek po kawałku tracić swoje życie. To ślady jej próby odnalezienia się w rzeczywistości, której sztywne ramy nie znoszą sprzeciwu, inności i wrażliwości.

Codzienność składa się z gestów i słów. Czasem zostawiają one w nas mikrourazy, drobne skaleczenia, które nie chcą się goić i układają się w kolejne warstwy smutku. Czy poczucie osamotnienia jest ceną za nadwrażliwość na świat?

Pestki, to rewelacyjna lektura dla każdego. To mnóstwo zapisków autorki prosto z jej serca. O tym jak było, jak jest, o tym co do niej mówili, co trzeba, co należy, a czego nie wolno. 

Anna Ciarkowska napisała fenomenalną:

Książkę, którą czyta się bardzo szybko.
Książkę, w której każdy z nas znajdzie cząstkę siebie. 
Książkę, w której pokazała światu drzemiące w niej emocje. 
Książkę, która jest do bólu prawdziwa.
Książkę, która jest ogromnie emocjonalna i wzruszająca.
Książkę, w której każdy rozdział rozpoczyna się słowami wypowiedzianymi przez matkę, babcię, koleżankę, czy kolegów. Słów, które ranią ją doszczętnie i sprawiają, że bohaterka coraz bardziej zamyka się w sobie i popada w depresję. 
Książkę, którą można potraktować jako pamiętnik z życia bohaterki. Od najmłodszych lat, do dorosłości (książka podzielona jest na 4 części). 
Książkę, która pokazuje jak słowa mogą ranić i jaki wpływ mają na drugiego człowieka.
Książkę, która ma Ci uświadomić, żebyś czasem pomyślał(a) zanim coś powiesz, zanim znów skrytykujesz, znów powiesz do drugiego (dziecka, koleżanki), że jest beznadziejna, że do niczego się nie nadaje, że nikt jej nie zechce.

Anna Ciarkowska napisała książkę, która nie jest tylko kolejną pozycją na rynku wydawniczym. To coś więcej, dużo więcej. Napisała książkę, którą koniecznie musicie przeczytać. ❤️

piątek, 15 listopada 2019

Agata Przybyłek - "Tak smakuje miłość"

Uwielbiam książki Agaty Przybyłek. Jest to zdecydowanie moja ulubiona polska autorka. I gdy tylko wychodzą nowe powieści Agaty, muszę je przeczytać. Najlepiej od razu. Chociaż mam jeszcze zaległości z poprzednimi jej książkami. Tak samo było przy "Tak smakuje miłość". Wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. 


Podobno ludzie mogą popełnić dwa błędy po rozstaniu. Albo uciekają od świata i ludzi, albo zbyt szybko wchodzą w kolejne związki. Ola zamierza popełnić je oba. Tylko który najpierw?
Teściowa Oli odkryła na stare lata nową pasję – wróżbiarstwo. Któregoś dnia stawia karty swojemu synowi. Niestety, przyszłość jawi się w czarnych barwach. Za radą kart (i mamusi), mąż Oli odchodzi.
Choć Ola jest znaną blogerką kulinarną i nie istnieje danie, którego nie potrafiłabym przygotować, nie zna tego najważniejszego przepisu – na miłość…
Ola wraca w rodzinne strony, by wyremontować stary dom pośrodku lasu i obiecuje wyjść za pierwszego mężczyznę, który zechce tam z nią zamieszkać. Przychodzi jej do głowy tylko jeden zawód, jaki pozwala na pracę w dowolnym miejscu – pisarz. Choć pomysł był tylko żartem, niedługo później na horyzoncie pojawia się młody i przystojny autor powieści z dreszczykiem…

Zaciekawił Was opis? Mnie od razu, dlatego tym bardziej chciałam przeczytać tę książkę jak najszybciej. Gdy tylko do mnie dotarła, zabrałam się za nią i zaczęłam czytać. 

Ola wiedzie szczęśliwe życie u boku męża. Prowadzi dobrze prosperującego bloga kulinarnego, ma zamiar nawet utworzyć swój program kulinarny, do którego będzie zapraszać znane osobistości. Jej sielskie życie pewnego dnia psuje teściowa, która postanowiła zabawić się we wróżkę. Z kart wyczytała, że jej synowi grozi przy Oli niebezpieczeństwo i muszą się rozstać. Jak teściowa powiedziała, tak jej synek zrobił. Po kilku latach małżeństwa Ola zostaje sama. I to z tak głupiego powodu. Niedługo później na horyzoncie pojawia się interesujący mężczyzna, autor poczytnych książek z dreszczykiem, którego Ola jest wielką fanką. 

"Tak smakuje miłość" to bardzo przyjemna książka, która z pewnością nada się na zrelaksowanie po ciężkim dniu w pracy. Lekka, czasem zabawna historia sprawia, że idealnie można przy niej odpocząć. Poza tym tyle przysmaków, które serwuje Ola sprawiają, że od razu jest się głodnym, więc lepiej nie czytać przed obiadem, czy kolacją. 😌

Agata Przybyłek po raz kolejny napisała książkę, którą czyta się rewelacyjnie. Jest tak wciągająca jak każda inna autorki. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów, ponieważ "Tak smakuje miłość" jest pierwszą częścią nowej serii. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach będzie jeszcze więcej brata Oli, którego bardzo polubiłam. Najbardziej podobała mi się właśnie ich relacja i dialogi, przy których nie raz płakałam ze śmiechu. Jest to idealna książka dla wszystkich romantyczek. Jestem pewna, że Wam również przypadnie do gustu. 


I na koniec cytat, który najbardziej zapadł mi w pamięci z tej książki.
"Z miłością jest jak z ogniskiem. Gdy nie podkładasz drewna zbyt często, płomień w końcu zgaśnie. Niezależnie od tego, jak duży i intensywny był na początku."