sobota, 20 sierpnia 2016

Coś się kończy - coś zaczyna...



Witajcie Kochani,

Dzisiaj przychodzę do Was z ostatnią już notką ode mnie. Długo biłam się z myślami co dalej, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że pora zakończyć moją historię z Blaskiem. Nie wiem, czy chodzi o brak czasu, czy po prostu brak chęci... Wiem jednak, że nie potrafię już pisać tak często jak kiedyś, rzadziej też sięgam po książki i musiałam wreszcie sama przed sobą przyznać, że dłużej nie dam rady... 

Odchodzę, ale nie do końca - nadal co jakiś czas zagoszczą tutaj moje recenzje. Ustaliłam już z Gosią, że to ona będzie je za mnie publikować i wtedy to będzie dla mnie przyjemność, nie obowiązek, jakim powoli stawało się dla mnie recenzowanie książek. 

Nie przedłużając, życzę dziewczynom, żeby działały tutaj wkładając w Blask Książek całe swoje serce, jak do tej pory, a ja ze swojej strony obiecuję śledzić dalsze losy blogu i być na bieżąco jednak jako gość, nie recenzentka. 

Dziękuję za wszystko kochani czytelnicy!!! Książki ukazują nam najróżniejsze historie i oby coraz więcej ludzi sięgało po te skarby... 

Pozdrawiam, Fosiek

Czytaj dalej »

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Natalia Sońska - "Mniej złości, więcej miłości"


Kinga pracuje w redakcji pisma modowego „Pearl”. Jej życie jest idealnie poukładane i pozbawione problemów. Fajna praca i zakochany w dziewczynie po uszy fotograf Daniel są cudownym uzupełnieniem sielanki. Nic nie zapowiada nagłego załamania…
Życie Kingi zmienia się jednak diametralnie, gdy dziewczyna dowiaduje się, że jej ukochany wyjeżdża na międzynarodowy kontrakt do Afryki i zostawia ją na kilka miesięcy. Ale nie jest to jedyna szokująca wiadomość…
Uczucia Kingi zostaną wystawione na ciężką próbę. Będzie musiała znaleźć w sobie odwagę, by stawić czoła przeciwnościom. Na szczęście może liczyć na wsparcie rodziny i niezawodnej przyjaciółki. Czy z taką pomocą Kinga zdoła odnaleźć utracone szczęście i spełnić swoje marzenia?


"Mniej złości, więcej miłości" to druga książka w dorobku Natalii Sońskiej i druga jej powieść, którą miałam okazję przeczytać.  Czekałam na nią już od bardzo dawna. "Garść pierników, szczypta miłości" przypadła mi do gustu na tyle, że z niecierpliwością oczekiwałam kolejnej części. Tak bardzo chciałam kontynuacji losów Hani i Wiktora. Kontynuacji się doczekałam, na opis książki jednak przed przeczytaniem nawet nie spojrzałam. Z innych recenzji dowiedziałam się jednak, że będzie to kontynuacja, jednak główną bohaterką ma być Kinga, przyjaciółka Hani. Troszkę się tym rozczarowałam, ale...zabrałam się do czytania. I wszystkie moje obawy zniknęły. 

"Dopóki nie przeżyjesz  z człowiekiem całego życia, tak naprawdę nigdy do końca go nie poznasz."

Kinga to przyjaciółka Hani, która nadal pracuje w redakcji modowego pisma. Hania jakiś czas temu odeszła i Kinga musi radzić sobie sama i stawiać czoła szefowej. W jej życiu jednak nadal obecny jest Daniel, z którym kochają się nad życie, chociaż ich związek to dopiero początki. Daniel jest fotografem. Zostaje wysłany na dłuższy czas na zdjęcia do Afryki. Ich relacje się komplikują. Kinga zostaje w Polsce bardzo stęskniona, niepewna swojego związku i z...nieoczekiwaną niespodzianką od losu. W nowej sytuacji wspierają ją rodzice, Hania i nowa koleżanka z pracy. Co będzie ze związkiem Kingi i Daniela? Musicie sami się przekonać! 

"Mniej złości, więcej Miłości" to naprawdę bardzo dobra książka, którą czyta się rewelacyjnie. Wciągająca zupełnie jak jej poprzedniczka, o ile nie bardziej. Tutaj jednak nie znajdziemy słodkiej, sielskiej historii podobnej do tej z Pierników. Zawiera niespodziewane zwroty akcji, zaskakuje na każdym kroku, jest tajemnicza, pełna sekretów i akcji, której zdecydowanie się nie spodziewałam.  Oczywiście nie brakuje tutaj wątków miłosnych, o nie. A nawet pojawia się moja ulubiona para - Hania i Wiktor, z czego bardzo, ale to bardzo się cieszyłam! Powieść zdecydowanie daje do myślenia, wzrusza i zachwyca!

"Budowania związku też trzeba się nauczyć, nie można iść na łatwiznę, korzystać z cudzych receptur. To jak ściąganie w szkole. Jeśli spiszesz wszystko ze ściągi, to umiesz tylko w teorii i gdy przychodzi do zastosowania wiedzy w praktyce, rozkładasz ręce." 

Autorka wykreowała cudownych bohaterów, których nie sposób nie lubić. Kinga, którą trochę mogliśmy poznać w Piernikach, Mira, nowa koleżanka Kingi z pracy - zwariowana, pełna życia i szalonych pomysłów dziewczyna, która nieźle namiesza w życiu Kingi i przy której nie sposób się nudzić. Trzecią osobą, którą zapamiętałam szczególnie jest Kamil, brat Miry, który ujął mnie swoją wrażliwością i troskliwością, nie tylko względem siostry. Bardzo, ale to bardzo go polubiłam i gdy tylko pojawiał się na kartach powieści, od razu na mojej twarzy pojawiał się uśmiech! 

To nie jest zwykła powieść obyczajowa jakich wiele. To połączenie obyczajówki i sensacji w taki sposób, że czytając ją nie można się oderwać. Autorka postarała się i dopracowała wszystko na 100% . Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z tej książki. Zakończenie mnie zmiażdżyło, dosłownie. Zupełnie się tego nie spodziewałam i byłam w szoku podczas czytania, a na końcu polały się łzy. Mam jedynie nadzieję, że to nie koniec losów bohaterów, bo tego bym nie przeżyła. Liczę na jeszcze jedną, ostatnią część.  

Podsumowując, polecam Wam wspaniałą powieść ukazującą istotę prawdziwej miłości, relacji rodzinnych i przyjacielskich, oraz tego ile można poświęcić dla ukochanej osoby. Jeśli jesteście ciekawi jak wypadła polska mieszanka powieści obyczajowej z sensacją, zdecydowanie polecam. Mnóstwo tajemnic, niedomówień, sekretów i niebezpieczeństw czyhających zza rogu i miłość, która jest w stanie pokonać wszystko...no, prawie wszystko. 

Czytaj dalej »

sobota, 13 sierpnia 2016

Cassandra Clare - „Pani Noc”




Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę...
[...]
Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie...
[...]
Niech mi Anioł to uczyni i tamto dorzuci, jeśli coś innego niż śmierć oddzieli mnie od ciebie.

          Nocni Łowcy z Los Angeles są głównymi bohaterami powieści Pani Noc, pierwszej odsłony najnowszego cyklu Cassandry Clare zatytułowanego Mroczne Intrygi, kontynuacji bestsellerowej serii Dary Anioła.
Minęło pięć lat od wydarzeń przedstawionych w Mieście Niebiańskiego Ognia, po których Nocni Łowcy znaleźli się na skraju zagłady. Emma Carstairs nie jest już pogrążoną w żałobie dziewczynką, lecz młodą kobietą, która zamierza za wszelką cenę dowiedzieć się, kto zabił jej rodziców, i pomścić ich śmierć.
Wraz ze swoim parabatai, Julianem Blackthornem, musi się nauczyć ufać swojemu sercu i rozumowi, gdy odkrywa demoniczny spisek obejmujący zasięgiem całe Los Angeles, od Sunset Strip aż po morskie fale roztrzaskujące się na plażach Santa Monica. Gdyby 
jeszcze serce nie prowadziło jej na manowce…
          

            Muszę przyznać, że byłam dość sceptycznie nastawiona do tej książki. Sama w zasadzie nie wiem dlaczego. Cassandra Clare jest poczytną autorką od kilku lat, której nazwisko jest znane, nic więc dziwnego, że tworzy dalej, zważywszy na fakt, iż udało jej się wykreować ciekawy i oryginalny świat. Niestety po przeczytaniu Diabelskich Maszyn, które to powinny mnie zachwycić z uwagi na akcent historyczny (bo to uwielbiam), byłam rozczarowana. Autorka mnie straszliwie wymęczyła tą trylogią, dlatego troszkę z obawą zerkałam na jej najnowszą serię. Okazuje się, że niepotrzebnie.

- Prawa są bez znaczenia  - powiedział Malcolm. Ściszył głos, który jednak bez przeszkód poniósł się na półpiętro. - Nie ma rzeczy ważniejszej od miłości. I nie ma wyższego od niej prawa.

          Najbardziej w tym tomiszczu spodobali mi się bohaterowie. Szczególnie ci główni. To postaci bardzo skomplikowane, wielowymiarowe, o trudnej przeszłości, która pozostawiła na ich sercach wiele blizn. Ostatnio mam bardzo melancholijny nastrój i muszę Wam wyznać, że momentami wystarczył sam opis sytuacji bohatera, abym się wzruszyła i uroniła kilka łez. Nie sposób bowiem być obojętnym wobec losu choćby Juliana. Nie zrozumcie mnie źle - Emma jest również wykreowana fantastyczne, bardzo podoba mi się jej charakter: odwaga, zawziętość, siła, choć lekkomyślność już mniej. Jednak to Jules mnie poruszył. Jego licznemu rodzeństwu, choć znajduje się na uboczu, autorka również poświęciła swoją uwagę. Nie są oni tylko tłem, ale mają swoje własne indywidualne osobowości, pragnienia i problemy. Bardzo to doceniam.
          Intryga jest raczej prosta. Czarna magia, nekromancja - znajome klimaty. Autorka świadomie i z rozwagą prowadzi akcję, w odpowiednich momentach ujawniając strzępy informacji. Do samego końca nie domyśliłam się, kim jest antagonista (nie żebym się starała, wyłączyłam mózg w czasie lektury), a jego motywy bardzo mnie zaskoczyły. Zdradzę jedynie, że budzą wiele emocji, bardzo ze sobą sprzecznych. W końcu nic nie jest czarno-białe. Bardzo się cieszę, że Cassandra Clare tę zasadę wprowadza w życie w swoich książkach.


- Trzymaj. - Mark zdjął niebieski T-shirt, pod którym miał drugi, szary. Julian posłał mu zdumione spojrzenie. - Ubierz się przyzwoicie. 
- Dlaczego nosisz koszulkę na koszulkę? - zainteresowała się Livvy.
- Na wypadek gdyby jedną mi ukradli - odparł Mark takim tonem, jakby nie było w tym niczego nadzwyczajnego. 
Teraz już wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem, nie tylko Julian, który przyjął i włożył  ofiarowany mu T-shirt. 


          Poza faktem, że autorka kreuje rozbudowane charaktery, uwielbiam również to, że jej książki to nie są zwykłe, głupiutkie paranormal romance dla nastolatków. Cassandra Clare zawsze w swoich powieściach porusza istotne, a zarazem trudne, tematy. Nic nie jest białe lub czarne, z pozoru coś oczywistego, wcale nie jest proste, nie ma łatwych wyborów... Przekonujemy się o tym na co dzień. Bohaterowie jej powieści także.
          Mimo wszystko ma wrażenie, że ta książka mogła być krótsza. Po przeczytaniu patrzę na jej rozmiar ze znaczniej większym zaskoczeniem niż przed. Po prostu uważam, że mogłabym już streścić w kilku/kilkunastu zdaniach, podczas kiedy liczy sobie ona ponad 800 stron! Nie przeszkadza mi to jednak. Spod pióra autorki wyszły rzeczywiście rozwlekłe opisy, jednak w większości są one ciekawe i mi się nie dłużyły. Mimo to, sądzę, że  można było znaczniej krócej.


Nikt nigdy nie jest czarnym charakterem we własnej historii. 

          Panią Noc polecam fanom Nocnych Łowców, którzy nie są zmęczeni tym światem. To bardzo wciągająca i interesująca rzeczywistość, w której nie brakuje ciekawych, wielowymiarowych bohaterów, przygód i tajemnic. Ja przy lekturze spędziłam miłe chwile, nie wiem jednak czy będę kontynuowała śledzenie losów Emmy i Juliana. Bynajmniej nie dlatego, że coś mi się nie podobało w pierwszym tomie! Po prostu dla mnie opowiadanie zamieszczone na końcu Pani Noc (choć przesłodzone do przesady...) było wystarczającym zakończeniem. Do niewtajemniczonych (jak ja) - a tak, na samym końcu znajduje się opowiadanie dotyczący losów bohaterów Darów Anioła. Większość fanów sympatyzuje z Jacem i Clary dlatego też to bardzo miłe, iż autorka zdecydowała się napisać co nieco, o tym, co tam u nich się dzieje. Choć tak jak wspominam, opowiadanie jest aż nadto cukierkowe, mnie do gustu nie przypadło, ale jako fan jestem zadowolona i uspokojona. Zatem do lektury raz jeszcze zapraszam wszystkich zainteresowanych, zaznajomionych z serią Dary Anioła, której to bohaterowie w niewielkich ilościach występują i tym tomie. Nie powinniście być rozczarowani, albowiem Cassie Clare trzyma poziom, a nowi bohaterowie też skradną wasze serca!



Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Pani Noc
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 30 marca 2016
Liczba stron: 828
Ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję:


źródło opisu: Wydawnictwo MAG, 2016
Czytaj dalej »

środa, 10 sierpnia 2016

Federico Moccia - "Tylko Ty"



Nicco postanawia odnaleźć Anię, polską turystkę, którą poznał w Rzymie i w której się zakochał. W podróży towarzyszy mu jego najlepszy przyjaciel, Gruby. Przed wyjazdem udaje im się zdobyć warszawski adres Ani, który jednak okazuje się nieprawdziwy. Zamiast Ani mieszka tam para sympatycznych gejów. Na szczęście w centrum miasta natrafiają na wielki baner reklamowy z Anią w roli modelki. Tak Nicco dowiaduje się, czym zajmuje się jego ukochana i jak bardzo jest znana w Polsce. Poznani wcześniej geje, sami pracujący w środowisku agencji reklamowych, pomagają im odnaleźć agentkę Ani. Okazuje się nią przebojowa Klaudia, dla której z miejsca traci głowę Gruby. Klaudia ma dla Ani ważny kontrakt reklamowy do omówienia i podpisania i w tym celu wyrusza do Krakowa, gdzie mieszka dziewczyna, a wraz z nią Gruby i Nicco.



Macie tak czasem, że natkniecie się na tę książkę i wiecie, że musicie ją przeczytać bez względu na wszystko? Na pewno macie. Ja też. Czasem nawet do tego stopnia, że dopiero po fakcie dowiaduję się, że książka którą właśnie czytam, to kontynuacja jakiejś innej. Tak własnie było podczas czytania "Tylko ty". Nie miałam pojęcia, że jest to druga część przygód Grubego i Nicco i bez problemu zabrałam się do czytania. I muszę przyznać, że zupełnie mi to nie przeszkadzało i nawet bym się nie zorientowała, gdybym nie natknęła się na jakąś recenzję tej książki, w której było napisane, że to dalsze losy bohaterów z książki "Chwila szczęścia". 


Jestem zatem idealnym przykładem na to, że "Tylko ty" można bez problemu czytać bez znajomości pierwszej części i nie będzie żadnego problemu z odnalezieniem się w historii.  

A jeśli chodzi o historię, to byłam jej bardzo ciekawa! Polsko-włoskie zauroczenie opisane przez Włocha? To musi być to! Byłam bardzo ciekawa, jak autor przedstawi nasz kraj i Polaków. I to, co dostałam wywołało u mnie ogromny uśmiech na twarzy. Ten zachwyt nad Polską, jaki autor przedstawił przez zwiedzających chłopaków był naprawdę cudowny! Warszawa, Kraków, Morskie Oko - wspaniałe miejsca, wspaniale opisane przez Włocha. 

Jeśli chodzi o fabułę i ogólne wrażenia z książki..."szału nie było". Większość książki to poszukiwania Ani, dziewczyny którą Nicco poznaje na wakacjach, w której się zakochuje i postanawia ją odnaleźć. Dosłownie 4/5 książki to bezsensowne dialogi, opisy, które nic nie wnoszą w książkę czy wspomnienia wydarzeń z wakacji podczas których Nicco i Ania się poznali. Ale to właśnie ich w tej książce zabrakło. Ta dwójka (razem) pojawia się na samym końcu, około 50 stron przed zakończeniem.  I to było moje rozczarowanie. 

Liczyłam na jakieś porywy serca, ciekawe momenty z ich udziałem, a otrzymałam banalną, trochę nawet bezsensowną historię z Polską w tle. Mimo, iż czyta się ją naprawdę przyjemnie, można się przy niej zrelaksować i spędzić miłe chwile, to ja liczyłam na coś większego. Niestety, nie tym razem. 
Czytaj dalej »

sobota, 30 lipca 2016

Mój pierwszy raz | Wyzwanie (Zajęcza Nora) #1

Witajcie!
Dzisiaj mam dla Was coś innego. Niedawno napisałam Wam, że wracam do pisania, jednak, że będzie to troszkę coś innego. Chcę urozmaicić tego bloga, aby nie pojawiały się na nim jedynie recenzje książek, ale i coś innego. I tak dzisiaj przychodzę do Was z pierwszym (no, w zasadzie drugim, pierwszy tu: klik) postem około książkowym od mojego powrotu.  

Zostałam zaproszona do wyzwania przez Jadwigę z bloga Zajęcza Nora, która przygotowała świetną zabawę dla blogerów, która ma trwać przez 10 tygodni. Ja z tym postem oczywiście jestem spózniona, więc za kilka dni powinien pojawić się kolejny post! Nie przedłużając. 

grafika: https://bibliotekazajeczanora.blogspot.com/

Dzisiejszy post to opowieść o tym, jak rozpoczęłam swoją przygodę z czytaniem, czyli MÓJ PIERWSZY RAZ z książką. 

Z książkami miałam styczność od zawsze. Odkąd tylko pamiętam, były one obecne w moim życiu. Rodzice mi nie czytali, to nie oni zaszczepili we mnie miłość do książek. Nie pamiętam tego dokładnie, ale mama opowiadała mi, że to dziadek zawsze mi czytał książki, bardzo często, do tego czasu, aż znałam je na pamięć! Oprócz dziadka były ciocie, które podrzucały mi książki, czytały je i opowiadały bajki! 

Gdy poszłam do szkoły, bez problemu nauczyłam się szybko i płynnie czytać. Pamiętam czytanki, które czytaliśmy na lekcji na ocenę. Nie mogłam się nadziwić kolegom i koleżankom, którzy ledwo składali litery, aby przebrnąć przez pierwsze i kolejne zdania, a ja już cały tekst zdążyłam przeczytać. 

Potem była wyprawa do biblioteki. To też było jakoś w pierwszych latach podstawówki, pierwsza, może druga klasa. Tak mi się spodobało, że postanowiłam się od razu zapisać. (Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wszyscy uczniowie byli już zapisani!) Z uśmiechem na twarzy wyszłam z biblioteki szkolnej niosąc książkę (której tytułu do dzisiaj nie pamiętam!). Wiem, że to była czerwona książka, w twardej okładce z wozem strażackim, Kaczorem Donaldem i małymi kaczorkami (gdyby to kogoś w ogóle interesowało!). 

Wróciłam do domu i zaczęłam czytać. I tak zaczęłam przychodzić do biblioteki bardzo często. Z Panią bibliotekarką bardzo się polubiłam (i nawet do dzisiaj mamy super kontakt!), więc wyprawy do biblioteki były dla mnie przyjemnością. Czytałam różne książki. Najpierw jakieś bajeczki, wierszyki dla dzieci, potem przyszła pora na komiksy z Kaczorem Donaldem, które wprost uwielbiałam, seria o Martynce, którą do dzisiaj wspominam z uśmiechem na twarzy. I książka, która sprawiła, że pokochałam czytanie. Była to "Matylda" Roald'a Dahl'a. (Powiedziałam mamie, że to lektura, którą koniecznie muszę przeczytać, zamiast czytać to, co faktycznie mieliśmy zadane!). Potem "Ten obcy", seria "Bezsennik czyli o czym dziewczyny rozmawiają nocą" i wiele wiele innych (może kiedyś napiszę posta o moich pierwszych książkach!). 

Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z czytaniem. Pani bibliotekarka, która zawsze świetnie umiała doradzić oraz starsi koledzy (ja podstawówka, oni gimnazjum), którzy pożyczali mi wszystkie części "Mikołajka", bo w bibliotece nie było. Potem samo poszło, zapisałam się do gminnej biblioteki i przepadłam! 

A jak u Was zaczęła się przygoda z czytaniem? Dajcie mi koniecznie znać, jestem bardzo ciekawa!


Czytaj dalej »