czwartek, 23 czerwca 2016

Maria Czubaszek - „Nienachalna z urody”



Uważam, tak samo jak mój ukochany Woody Allen, że świat zmierza do katastrofy, a życie jest jak nogi. Niezależnie od tego czy krótkie, czy długie, zawsze są do dupy. 

         Podobno panią Marię się kocha albo nienawidzi. Jeśli już muszę zadeklarować się, w którejś z tych grup, wybrałabym tę pierwszą. Co prawda nie śledziłam kariery Marii Czubaszek, jednak znałam ją jako osobę medialną, która nie bała mówić się tego, co wszyscy inni przemilczali. Jej śmierć była dla mnie szokiem, jednak przede wszystkim zrobiło mi się przykro, bo tak niewiele wiedziałam o tej niezwykłej kobiecie. Kiedy więc otrzymałam możliwość, aby przeczytać jej autobiografię, nie mogłam nie skorzystać.
         Przeczytałam Nienachalną z urody, uporządkowałam sobie myśli w głowie, a następnie zdałam sobie sprawę z pewnego faktu - że będę musiała napisać opinię o tej książce. Ta refleksja skłoniła mnie do kolejnej, a mianowicie do tego, że... ja nie potrafię pisać recenzji biografii, autobiografii, i tym podobnych! Jednak spróbuję zrobić to najlepiej, jak potrafię!

Dwa dni w życiu są dla mnie kompletnie nieważne: wczoraj i jutro. Nie wspominam i nie planuję. Nie wspominam i nie planuję. Nie rozpamiętuję naszej historii, choć, jak mówią, naród bez historii, to nie naród. Na szczęście ze mnie nie jest żaden naród. 

         Z literaturą tego typu problem jest taki, że ciężko ją ocenić. Nie mogę skomentować fabuły, jej realizacji, wiarygodności bohaterów, czy akcji. A zwykle na tym się skupiałam. Mogę jednak napisać o narracji, a jest ona znakomita. Pani Maria pisze żywo, przejrzyście i z humorem. W każdym zdaniu czuć ten jej charakterystyczny pazur. Dzięki temu czyta się bardzo szybko i przyjemnie, bo lektura wciąga. Z przyjemnością przewracałam strony, aż z zaskoczeniem stwierdziłam, że właśnie przeczytałam ostatnią.
         Często słyszę od swojej mamy, abym rozmawiała ze starszymi od siebie, bo są skarbnicą wiedzy. Jest to oczywiście prawda i właśnie tak, od samego początku traktowałam tę książkę - jak lekcję. Z wciąż rosnącą ciekawością czytałam o życiu pani Marii. Jej dzieciństwie, młodości, wieku średnim aż do momentu pisania tej książki. Razem z autorką śmiałam się z przewrotności i ironii losu.


Jeśli mam być szczera, to wydaje mi się, że przyczyną mojego wyglądu, bardziej niż papierosy, jest wiek. Ale gdyby jakaś organizacja społeczna chciała wykorzystać mnie do kampanii ostrzegającej przed zgubnymi skutkami palenia, to oczywiście mogę w niej wystąpić. Ba, mogę nawet pokazać zdjęcia z czasów, gdy nie paliłam. Mam na nich taką gładziutką buzię, bez zmarszczek i białe ząbki. Co prawda miałam wtedy pięć lat, ale nie paliłam. 

         Oprócz dziejów swego życia, Maria Czubaszek zawarła w tej książce również własne poglądy na różnorakie tematy. Począwszy od filozofii życiowej, a na poglądach politycznych skończywszy. Opowiada o ludziach, których spotkała na swojej drodze, wyborach i błędach, które popełniła, jak i o swoich sukcesach. Porusza trudne tematy, których - jak już wielokrotnie udowodniła - się nie boi, takich jak aborcja, eutanazja czy kara śmierci. A wszystko to opisane jest z charakterystycznym dowcipem autorki i, jak sądzę, bezgraniczną szczerością.
         Nienachalna z urody została wzbogacona o fotografie Marii Czubaszek, z mężem i przyjaciółmi. Ale nie tylko, występują również teksty satyryczki, które stanowią świetny, wartościowy przerywnik oraz urozmaicenie.
         Sięgnęłam po tę lekturę, ponieważ chciałam dowiedzieć się, kim była Maria Czubaszek. Muszę przyznać, że ta książka przerosła moje oczekiwania. Lektura była czystą przyjemnością, została napisana fantastycznie, a pani Maria była tak niesamowitą osobą, jak przypuszczałam. To bardzo przykre, ale, przed publikacją wiele razy musiałam zmienić „jest” na „była”. Bardzo trudno mi się do tego przyzwyczaić. Serdecznie polecam każdemu, kto chciałaby poznać bliżej poznać Marię Czubaszek.
       
       
Autor: Maria Czubaszek
Tytuł: Nienachalna z urody
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 17 maja 2016
Liczba stron: 272
Ocena: 10/10



Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


Opinie na temat tej książki, w tym moją, znajdziecie na stronie księgarni Matras!
Czytaj dalej »

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Prosto z... „Przeklęta”


Premiera Przeklętej zbliża się wielkimi krokami, albowiem będzie mieć miejsce już 5 lipca. Na moim blogu już znajduje się opinia o książce. Jednak zanim sami zapoznacie się z treścią, zapraszam do przeczytania kilku cytatów!



Miriam odchrząknęła, przypominając o swojej obecności.
- Słucham?
David spojrzał na nią bez zrozumienia
- Powiedziałeś „ja i moi ludzie”, czy się przesłyszałam?
- Nie przesłyszałaś się. Płaciłem wam za pomoc, ale w tym wypadku jej nie potrzebuję. Nie musicie narażać się na niebezpieczeństwo. 
[...]
- Bez urazy - odezwał się David, gdy zostaliśmy we trójkę - ale nie nadajesz się do walki. Mogę zrozumieć obecność Iwana, ale ty? Będziesz tylko ciężarem. Nie chcę mieć jeszcze na głowie pilnowania, żeby nic ci się nie stało.
Twarz Miriam przybrała niebezpieczny wyraz. Celowo czy nie, zdenerwował ją bardziej, niż mógłby to sobie wyobrazić. 
- Bez urazy - skopiowała jego ton  ale chyba mnie nie doceniasz.
- Nigdy nie widziałem jak walczysz.
[...]
- Czym masz zamiar walczyć?
- Wyznaję zasadę, że słowa ranią bardziej niż miecze, są jednak takie sytuacje, kiedy słowa nie wystarczają, wtedy najbardziej preferuję walkę kontaktową - powiedziała Miriam w taki sposób, że gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że to aluzja erotyczna. David najwyraźniej odniósł podobne wrażenie. Zaskoczenie przemknęło przez jego twarz, zmieniając się w lekki uśmiech. 
- Masz na myśli jakiś konkretny styl walki?
- Wypracowałam sobie własny.
- Mam ochotę go przetestować.
- Więc masz ochotę? - powiedziała powoli, przeciągając samogłoski. - Jak mogłabym odmówić? 
[...]
W końcu Miriam uwolniła jedną rękę i pogłaskała do po szyi, po czym z całej siły nacisnęła kciukiem jakiś punkt w pobliżu nasady, a David zwalił się na kolana. Wyraz jego twarzy był przekomiczny. Klęczał przed zadowoloną z siebie Miriam, a ona stała nad nim z taką miną, jakby to była najbardziej naturalna pozycja na świecie. Wglądał trochę tak, jakby właśnie zorientował się, że został bezczelnie oszukany. Właśnie ten moment wybrali sobie Ben i Vivian, by wejść do pokoju. 
- Coś nas ominęło? - zapytał Ben nieco nerwowo
- David właśnie poprosił mnie, żebym poleciała z nim do Hiszpanii. Na kolanach. 

҉ 



҉ 

- Nie wiedziałam Iwan, że taki z ciebie romantyk - powiedziała, gdy zjeżdżaliśmy windą. 
[...]
- Wiesz, to że sama nie masz serca, nie znaczy, że inni też go nie mają. 
[...]
Oboje byliśmy zdenerwowani i radziliśmy sobie ze stresem na swój sposób. A że ona wybrała akurat kpiny jako sposób na odreagowanie, to inna sprawa. Niepotrzebnie się uniosłem. 
[...]
Zdradziłam mu tyle, ile mogłam by nie narazić go na niebezpieczeństwo. Starałam się go chronić najlepiej, jak potrafiłam, choć doskonale wiedziałam, że według niego to on chronił mnie. 
[...]
Wierzyłam w jego dobre intencje i choć słowa, które wypowiedział w windzie, zabolały, wybaczyłam mu, bo świadczyły, że przez te lata robiłam wszystko dokładnie tak, jak powinnam. 

҉ 


҉ 

Po dwóch godzinach bezowocnych poszukiwań postanowiłem zrobić sobie przerwę i odpaliłem World of Warcraft. Choć od premiery minęło wiele wad, do tej pory mi się nie znudziło. To klasyka, podobnie jak GTA. Gra chwilę się uruchamiała. więc poszedłem zaparzyć herbatę. Pogwizdując pod nosem, wlałem wrzątek do kubka z wizerunkiem kury i napisem „Życie jest jak jajko - trzeba je znieść”. Nabytek Miriam. 
Mało nie wylałem sobie herbaty na nogę, gdy po powrocie dostrzegłem Miriam rozpartą w fotelu, ze zniecierpliwieniem stukającą nogą w blat biurka. 
- Powiedz mi, Iwan - odezwała się miłym, zbyt miłym głosem - za co ja ci płacę?
Cholera, ostatnio zbyt często słyszałem to pytanie. 

҉ 

Pokręciłam głową, wyślizgując się z jego uścisku. To, co zrobiłam chwilę później, było podyktowane nagłym impulsem. Wspięłam się na palce i szybko pocałowałam go w usta. 
- Przepraszam, Iwan. - W następnej chwili błyskawicznie uderzyłam go kantem dłoni w szyję. Opadł na kolana, a ja z bólem serca odwróciłam się i zaczęłam biec w tym samym kierunku, w którym popędził David.

҉ 


҉ 

Płakała. Pomyślałem, że wreszcie dotarło do niej co zrobiła, ale nie. Płakała ze śmiechu.
- Dlaczego to zrobiłaś? - spytałem, gdy uspokoiła się odrobinę.
- Gdybyś widział swoją minę, nie pytałbyś, dlaczego. Skoczyłabym ponownie, żeby zobaczyć ją jeszcze raz.
[...]
- Co to w ogóle było? Planujesz zostać samobójcą? Znudziło ci się życie? Bo nie powiesz mi, że to, co zrobiłaś, było normalne! Powinnaś wybrać się do jakiegoś dobrego psychiatry i to szybko, może nie jest za późno.
- Niepotrzebny mi psychiatra, zapewniam cię.
- O, doprawdy? Ja myślę, że owszem, bo twój instynkt samozachowawczy nie istnieje!
Popatrzyła na mnie przeciągle , porzucając nagle rozbawioną minę.
- Wiesz, skoro tak się przejąłeś, zdradzę ci tajemnicę. - Nachyliła się tak, że wargami prawie dotykała mojego ucha: - Powiedzmy, że instynkt samozachowawczy nie jest mi potrzebny.

҉ 

[...] Dopiero po wypiciu niemal połowy gorącej bursztynowej herbaty zdecydowała się przemówić.
- To było straszne. - Wzdrygnęła się tak silnie, że mało brakło, a resztki napoju wylądowałoby na jej spodniach.
- Co zobaczyłaś? Co z Nedą?
Spuściła głowę.
[...]
- A ty co zobaczyłaś - spytała cicho Miriam.
Palce zaciskające się na kubku stały się całkiem białe.
- Zło, zobaczyłam zło.
Cisza, która zapadła po tych słowach, nie była przyjemna. Wypowiedziała je w taki sposób, że dreszcz przebiegł mi po plecach. 

҉ 


Czytaj dalej »

sobota, 18 czerwca 2016

PRZEDPREMIEROWO: Iga Wiśniewska - „Przeklęta”



         Włóczenie się nocą po Wolnym Mieście Rades nigdy nie było bezpieczne, nie kiedy w mroku czaiły się paranormalne istoty. Gdy coś zaczyna bezlitośnie wybijać zmiennokształtnych, którzy do tej pory uważali się za nietykalnych, zaczyna się wyścig z czasem. 
Kim lub czym jest morderca? Groźny władca zmiennokształtnych, tajemnicza kobieta, sympatyczny Rosjanin, zakręcony naukowiec i medium połączą siły, by rozwiązać tę zagadkę.
Zegar tyka.
       
           Igę Wiśniewską kojarzę przede wszystkim jako blogerkę, jednak jako autorkę już mniej. Słyszałam o tym, że pisze, a kiedy zapoznałam się z opisem Przeklętej, uznałam, iż może to być pozycja dla mnie. Fantastykę kocham, a urban fantasy (bo tak bym Przeklętą zaklasyfikowała) w swojej karierze czytelniczej, naczytałam się już naprawdę sporo, bo lubię ten podgatunek. Byłam więc ciekawa, jak z taką literaturą poradzi sobie polska autorka.
          Wcześniej już spotkałam się z narracją podzieloną między kilku bohaterów. Wówczas przekonałam się, że nie jest to moja ulubiona forma. Z pewnością są fani takiego rozwiązania narracyjnego, ja jednak do nich nie należę. Po prostu mnie to drażni i nierzadko przeszkadza. Nie lubię tak przeskakiwać z jednej głowy do drugiej, a następnie jeszcze do kolejnej. Rzeczywiście pozwala to poznać bliżej myśli innych bohaterów (w tym przypadku niespełna dziesięciu), jednocześnie jednak przeszkadza mi to w zżyciu się z głównym bohaterem.
          Będąc konkretną - główną bohaterką, czyli tytułową przeklętą. Jest nią Miriam, która obudziła we mnie sprzeczne uczucia. Wielokrotnie wspominałam, że kocham silne kobiety. I Miriam taka jest. Pozornie. Robi wszystko po swojemu, jest tajemnicza, bezczelna i pyskata. A jednak czegoś mi w niej brakowało. Nie mogłam złapać więzi, która zwykle tworzy się między mną, a bohaterką o takim charakterze. Może Miriam nie udało się przekonać mnie, jaka to z niej podła i zimna osoba? Bo szczerze mówiąc, nie wiem, czy ona sama w to wierzy. Przyznam, że żałuję, ponieważ jest to zagadkowa kobieta, którą obserwowałam z ciekawością, chciałam poznać jej sekret. To wszystko sprawia, że pojawiają się oczekiwania, którym autorka nie do końca sprostała. Należy bowiem wziąć poprawkę na fakt, iż - możnaby pomyśleć - najważniejszą tajemnicę, zdradza już sam tytuł. Czuję się też zawiedziona, ponieważ oczekiwałam od Miriam czegoś więcej, a tymczasem okazało się, że nic więcej od niej nie otrzymam i się nie dowiem. To zniszczyło moje początkowe wyobrażenie na jej temat.
          Oczywiście Miriam nie jest jedyną postacią w tej książce. W samym opisie wymienieni zostają inni bohaterowie, liczący się dla tej historii. W istocie są oni różnorodni i nawet interesujący. Jednak przy tym, jak dla mnie, trochę za bardzo jednoznaczni. Mam nadzieję, że autorka rozbuduje ich osobowości i zamiast zarysu charakteru potrzebnego jej do wysnutej przez nią opowieści, pokaże ludzi i (nie)ludzi, którzy są wielobarwni i wielowymiarowi.    
         Jeśli chodzi o styl, jest nieźle. Autorka pisze dość zgrabnie, prostym i zrozumiałym językiem. Czuć jednak pewną nieporadność w jej piórze, która jest zrozumiała, zważywszy na młody wiek i niewielki staż Igi Wiśniewskiej. Momentami czułam się przytłoczona nachalnymi opisami, no bo ileż razy można czytać o idealnym ciele Davida? Zrozumiałam, że jest przystojny już za pierwszym razem. Naturalnie, to drobnostki. Wpływają jednak na odbiór treści.  Mimo kilku innych potknięć, Przeklętą czyta się szybko i bez większych problemów. Rada na to jest jedna - pisać! To autorka robi, a zatem będzie tylko lepiej.
          Oprócz dobrze mi już znanych zabiegów użytych przez autorkę, pojawiło się coś, co mnie zaskoczyło. Zwykle urban fantasy kręcą się wokół świata paranormalnego, co ma miejsce również w Przeklętej. Jednak oprócz tego, Iga Wiśniewska odwołuje się również do mitologii. To interesujące połączenie. Jestem ciekawa, w jaki sposób postanowiła połączyć te dwa światy tak, aby ze sobą współgrały i się wzajemnie uzupełniały.
          Nic nie zapowiadało, że będzie to pozycja oryginalna i... taką nie jest. Nie twierdzę, że to źle. Po prostu w tej powieści występuje wiele, znajomych już, schematów i rozwiązań. Fabuła sama w sobie jest wtórna, a akcja, choć dynamiczna, nie jest obfita w szokujące plot twisty. Nie mogę jednak stwierdzić, że czytało się źle. Lektura należała do przyjemnych, mimo faktu, iż nie spotkałam nic rewolucyjnego. Ot dość przyzwoita urban fantasy, w której za mało nowatorstwa, a za dużo stereotypów, co mnie zniesmaczyło. Domyślam się, że miał to być swego rodzaju wątek humorystyczny, mnie to jednak nie bawiło. Ponieważ człowiek, nawet ten żyjący na kartce papieru, to coś więcej, niż grupka - połączonych niegdyś i kojarzonych do dziś, cech. Przeklęta silnie mi się kojarzy z prozą amerykańską tego typu, co może zarówno przyciągać, jak i odrzucać. Zakończenie mnie w żaden sposób nie zaskoczyło, jednak odsłoniło przed autorką wiele możliwości. Jeśli zdecyduje się na kontynuację, a wszystko na to wskazuje, może ruszyć w którymkolwiek kierunku. Mam nadzieję, że skoryguje tych kilka błędów, które wskazałam, a wówczas z serii przyzwoitej, Przeklęta awansuje do miana dobrej. A to byłoby wielkie osiągnięcie - tego serdecznie Idze Wiśniewskiej życzę. Do lektury zachęcam głównie czytelników nastoletnich, ponieważ wiem, że ja kilka temu bym się tą książką zachwyciła.


Autor: Iga Wiśniewska
Tytuł: Przeklęta
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: 5 lipca 2016
Liczba stron: 320
Ocena: 5/10


Za egzemplarz jestem bardzo wdzięczna autorce! 


źródło opisu: http://www.wydawnictwolucky.pl/przekleta
Czytaj dalej »

czwartek, 9 czerwca 2016

Rick Riordan - „Big Red Tequila”




          W Teksasie wszystko jest większe… nawet morderstwo.
          Przedstawiamy Tresa Navarre: amatora tequili, mistrza tai-chi, nielicencjonowanego prywatnego detektywa ze skłonnością do wpadania w tarapaty wielkości Teksasu.
         Jackson „Tres” Navarre i jego zajadający się enchiladami kot Robert Johnson zajeżdżają do San Antonio, gdzie czekają na nich same kłopoty. Dziesięć lat wcześniej Navarre opuścił rodzinne miasto, aby zapomnieć o morderstwie, którego ofiarą padł jego ojciec. Teraz wraca w poszukiwaniu odpowiedzi, ale im bardziej zagłębia się w sprawę, próbując ustalić winnych, tym bardziej zbrodnia sprzed dekady zaczyna się wydawać aktualna. Mafia, wręczająca łapówki firma budowlana i toczący nieczyste gierki politycy sprzysięgają się, żeby zepsuć Tresowi powrót do domu.
         Nie ulega wątpliwości, że Tres wsadził kij w mrowisko. Zostaje napadnięty, ostrzelany, przejechany przez wielkiego niebieskiego thunderbirda, a jego była dziewczyna, którą chciałby odzyskać, znika bez śladu. Navarre musi uratować kobietę, dorwać mordercę ojca i wziąć nogi za pas, zanim dosięgnie go mafijna teksańska sprawiedliwość. Chyba nawet obrońcy Alamo mieli większe szanse na przeżycie.
          Rick Riordan jest znanym autorem. Chyba każdy słyszał o serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy, którą - ręczę! - kiedyś w końcu uda mi się przeczytać. Miecz lata jednak w zupełności przekonał mnie do tego autora, kiedy więc dowiedziałam się, że napisał książkę skierowaną do starszych odbiorców, ciekawość wzięła górę.

Minęły zaledwie dwa dnia od powrotu do domu, a zdążyłem schrzanić moją relację z Lillian, wkurzyć matkę, dostarczyć traumatycznych przeżyć kotu i zrobić sobie co najmniej trzech nowych wrogów. 
W zasadzie norma - powiedziałem sobie w myślach. 

           Są takie miejsca na Ziemi, które charakteryzuje niepowtarzalny klimat. Niezaprzeczalnie Teksas do nich należy. Rick Riordan idealnie wpasowuje akcję w tę specyfikę. Czytając o teksańskich upałach, krajobrazach i tequili, niemal czułam piekące mnie w kark słońce. To coś niesamowitego, co udało się autorowi ująć w swojej powieści.
           Bardzo podoba mi się sam pomysł. Zbrodnia z przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć w teksańskim stylu brzmi bardzo zachęcająco. Im dalej wkraczałam w tę opowieść, tym bardziej ciekawiło mnie, o co chodzi. Żałuję, że autor nie zadbał o to, aby czytelnik mógł prowadzić śledztwo razem z Tresem. Nie podpowiadał, nie rzucał tropów i zagwozdek, które mogłyby sprowokować do gdybania. Kocham w taki sposób uczestniczyć w rozwiązywaniu zbrodni. dlatego mi tego zabrakło.
           Muszę również pochwalić Ricka Riordana za kreację, nie tylko głównego bohatera, ale wszystkich postaci. Bardzo polubiłam Tresa Navarre, który tak jak inni bohaterowie Riordana, ma w sobie mnóstwo pozytywnej energii, ciągoty do kłopotów i ripostę na każdą okazję. Nie jest typowym macho, ale wszyscy wiedzą, że należy się z nim liczyć. Jest silny, ale ma również uczucia. Potrafi wziąć sprawy w swoje ręce, często je przy tym brudząc. Wydaje mi się, że nie da się go nie lubić. Wzbudził moją sympatię od pierwszej strony i utrzymał do samego końca. Pozostałe charaktery w książce są wielobarwne i wielowymiarowe. Nie miałam wrażenia, że są jedynie tłem dla Tresa. One również się w tej historii liczyły.

Kiedy minąłem obwodnicę 1604, otworzyła się przede mną szersza panorama i zobaczyłam nadciągającą burzę. Granatowoczarne chmury spływały w równej linii z uskoku Balcones. Pastwiska nabrały ciemnozielonej barwy. Sucha rozgałęziona błyskawica wystrzeliła z nieba i uderzyła w horyzont, po czym zniknęła, po czym zniknęła. Zrobiłem to, co na moim miejscu zrobiłby każdy rozsądny człowiek. Założyłem okulary przeciwsłoneczne. 

          Big Red Tequilę czyta przyjemnie, głównie ze względu na narrację, która jest plastyczna. Przystępny język sprawia, że czytelnik z łatwością wgryza się w treść. Akcja jednak leniwie podąża do przodu, nie jest dynamiczna. Oczywiście plot twisty występują, jednak należą do zabiegów dobrze już przez czytelników kryminałów znanych. W istocie innowacyjności w tymże kryminale za wiele nie ma, żeby nie powiedzieć - wcale. Miałam okazję czytać już kilka kryminałów, ponieważ lubię ten gatunek, muszę jednak przyznać, że Big Red Tequila wyróżnia się z tłumu. Nie jestem tylko pewna czy w pozytywnym sensie. Był to bowiem najmniej krwawy kryminał, jaki miałam okazję czytać. Oczywiście nie o to w tym gatunku chodzi, jednak ta książka ma w sobie pewną łagodność, której bym z nim nigdy nie skojarzyła. Wam pozostawiam ocenę, czy jest to na plus lub minus.
        Niemniej, zgodnie z moimi przewidywaniami, była to bardzo przyjemna lektura. Relaksująca i na swój sposób wciągająca. Mimo mało wartkiej akcji, czytało mi się bardzo miło. Byłam ciekawa, co stało się dziesięć lat temu i jak wiąże się to z obecnymi wydarzeniami. Polubiłam Tresa i z przyjemnością zapoznam się z jego kolejnymi przygodami. Polecam tę powieść fanom Ricka Riordana oraz każdemu, kto lubi taki klimat. Być może nie jest to rasowy kryminał, ale z pewnością jest to dobra książka z całą masą uroku.
       
         

Autor: Rick Riordan
Tytuł: Big Red Tequila
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2 czerwca 2016
Liczba stron: 460
Ocena: 7/10


Tę książkę miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa:

źródło opisu: Wydawnictwo Galeria Książki, 2016 r.

Czytaj dalej »

niedziela, 5 czerwca 2016

Podsumowanie maja 5/2016







I tak oto pożegnaliśmy maj... Nie wiem jak Wy ale ja jestem tą pogodą wykończona. Nienawidzę upałów! Choć muszę przyznać, że nie ma nic wspanialszego od słońca, ogrodu, zimnego napoju, wiatraczka i najważniejszego - KSIĄŻKI. Tak to ja bym mogła spędzać całe dnie. Tymczasem spieszę z podsumowaniem poprzedniego miesiąca.

pochodzenie grafiki: http://www.picturescafe.com/tag/goodbye-may

1. Juan Gomez-Jurado - Pacjent - 560 stron
2. Matthew Quick - Prawie jak gwiazda rocka  - 380 stron
3. Matthew Quick - Wybacz mi, Leonardzie  - 408 stron
4. Remigiusz Mróz - Rewizja - 624 strony 


Liczba przeczytanych stron: 1972

W maju nadrobiłam trochę zaległości w lekturze. Nareszcie! Mam nadzieję, że w czerwcu również znajdę tyle czasu na czytanie, choć sesja jest nie do ruszenia... Niechby mi się teraz poszczęściło w pisaniu kolokwiów i zerówek, a następnie w sesji. Oby nie była tak straszna, jak mi się maluje w głowie. Trzymam kciuki za wszystkich studentów. Pozwólmy się sobie zrelaksować po intensywnej nauce. 

Blog w liczbach! 
Instagram: 939 16 (+23)
Liczba wyświetleń bloga:  794 976 (+10 684)
Liczba obserwatorów: 707 (+3)
Liczba komentarzy: 9118 (+324)


pochodzenie grafiki: http://bookishlittleme.attymonique.com/2014_06_01_archive.html

Czytaj dalej »