poniedziałek, 26 września 2016

Akcja wywiad: Anna Bellon #TheLastRegretTeam

Witajcie kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z wywiadem z Anną Bellon, autorką "Uratuj Mnie", której recenzję i cytaty pochodzące z niej mogliście ostatnio przeczytać na blogu. Postanowiłam dowiedzieć się o niej czegoś więcej, dlatego zaprosiłam Anię do wywiadu.

Kilka najważniejszych słów o Tobie. 
Nazywam się Ania Bellon i aktualnie cieszę się ostatnimi miesiącami, które mi pozostały do zakończenia wieku nastoletniego. Na co dzień studiuję, w wolnych chwilach piszę (w te mniej wolne też), oglądam mecze hokeja lub czekam na rozpoczęcie sezonu, przez co wakacje nie są już tak przyjemne. Rzadko można mnie spotkać bez słuchawek, bo muzyka towarzyszy mi wszędzie - nawet teraz.
 
Od czego zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem? Skąd w ogóle pomysł, aby zacząć pisać i publikować? 
Moja przygoda z pisaniem zaczęła się bardzo banalnie, bo od pracy domowej - musieliśmy napisać baśń. Spodobało mi się to i szybko się w to wkręciłam. Przez jakiś czas pisałam wiersze, potem opowiadania, aż w końcu zapisywałam całe zeszyty różnymi szkicami czegoś dłuższego, ale dopiero za ,,Uratuj mnie" wzięłam się tak na poważnie. Gdy trafiłam na Wattpad, nie rozważałam jeszcze publikowania, a ta myśl zakiełkowała we mnie dzięki rozmowom z jedną z autorek fanfiction, z którą zresztą do tej pory mam kontakt. Jej krótkie "Czemu nie?" potraktowałam chyba wtedy jak wyzwanie, bo jeszcze tego samego wieczoru napisałam prolog, zainspirowana ,,I had me a girl" The Civil Wars.

W czym Wattpad jest lepszy od np. bloga? Na blogu również mogłabyś publikować swoje powieści.
 Wattpad jest dla mnie po prostu wygodniejszy. Szukanie blogów w zakładkach kończyło się zwykle u mnie tym, że albo coś mi ginęło, albo nie pamiętałam gdzie skończyłam... Nawet obserwowanie i Bloglovin' nie rozwiązywały u mnie tego problemu, jestem na to trochę zbyt roztrzepana. Na Wattpadzie zaczynałam jako czytelnik i stwierdziłam, że jeśli dla mnie jest to wygodniejsze, to może i dla moich potencjalnych czytelników takie będzie.

I prawdopodobnie tak było, skoro Twoja książka uzyskała ponad milion odsłon. Spodziewałaś się tego?
W życiu! Do tej pory pamiętam swoją ekscytację, gdy pojawili się pierwsi czytelnicy i przez całkiem długi czas pisałam dla dosłownie garstki osób, które się w jakiś sposób udzielały. Im bliżej końca byłam, tym czytelników pojawiało się coraz więcej, jednak nawet gdy wstawiłam epilog, nic nie zapowiadało tego, że kiedyś przebiję milion. 


Jak się czułaś, gdy okazało się, że Twoje dzieło jest tak chętnie czytane i tak dobrze odbierane przez czytelniczki?
Na początku trochę dziwnie. Zawsze byłam samokrytyczna, jeśli chodzi o moje pisanie. Potrafię po pięć razy pisać ten sam akapit lub napisać coś jednego dnia, a następnego usunąć z tego połowę i zaczynać od nowa. Z czasem jednak przyszła radość, a ja czułam się coraz bardziej zmotywowana, żeby dalej pisać i się rozwijać, skoro wszystko wskazywało na to, że jestem na dobrej drodze.
 
Opowiedz mi i czytelnikom, jak to było z wydaniem  "Uratuj Mnie". Wiem, że to było jedno z Twoich marzeń.
Rzeczywiście, marzyłam o wydaniu książki przez długie lata, choć na początku nie brałam "Uratuj mnie" pod uwagę. Dopiero pod koniec zaczęłam myśleć, że może jednak warto byłoby spróbować. Jakiś czas plik odleżał na komputerze, zanim w końcu postanowiłam go wydrukować i dać maszynopis do przeczytania mojemu poloniście. Gdy uzyskałam jego aprobatę, zaczęłam zastanawiać się, co zrobić dalej i w końcu trafiłam na agencję literacką Macadamia. Tym sposobem rozpoczęłam współpracę z Kamilą Kanafą, która stała się dla mnie przewodnikiem i ogromnym wsparciem, bo nie ukrywam, że w wieku osiemnastu lat czułam się trochę jak dziecko we mgle. Jednak nawet wtedy miałam momenty zwątpienia, a podpisanie umowy ze Znak Literanova przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Dlaczego Pittsburgh i zagraniczne imiona? 
Od jakichś czterech lat jestem zafascynowana hokejem na lodzie. W sumie zaczęło się od Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Za kapitanem drużyny kanadyjskiej, Sidneyem Crosbym, trafiłam na drużynę NHL, której również jest kapitanem - Pittsburgh Penguins. Raz wstałam o pierwszej w nocy, żeby obejrzeć mecz, potem kolejny i wkręciłam się na całego. Już nawet przestałam zważać na to, że muszę zarywać noce, kompletnie się zakochałam w dynamice tego sportu, a Pensi stali się moją ulubioną drużyną. Okazało się jednak, że miłością zapałałam nie tylko do hokeja, a także do Pittsburgha, którego panoramę widywałam przy okazji każdego meczu domowego. Miasto Mostów wybrało się więc w sumie samo, a do niego powstała fabuła, nie na odwrót. Z radością też przemyciłam trochę Albuquerque, w którym mieszkał przez jakiś czas mój tata. Zagraniczne imiona przyszły więc razem z miejscem.
 

Łał. Widać, że naprawdę jesteś tym tematem zafascynowana i znasz się na tym. A jak udało Ci się wykreować tak cudownych bohaterów? Czym się kierowałaś? Co Cię inspirowało?
Starałam się stworzyć ludzi, których mogłabym mijać codziennie na ulicy, z którymi nawet mogłabym się przyjaźnić. Traktowałam ich jak ludzi z krwi i kości z nadzieją, że uda mi się to przełożyć na słowa. Inspiracji szukałam wszędzie, ale największą zawsze są dla mnie ludzie. Od kiedy piszę, baczniej obserwuję ludzkie reakcje, gesty, mimikę... Na co dzień każdy z nas przeżywa różne sytuacje i radzi sobie z różnymi problemami, więc skoro nasze życie nie jest idealne, to książkowych bohaterów też nie może być pasmem szczęścia, gdzie problemy rozwiązują się same. Dużo dała mi też muzyka -  bezkresne źródło inspiracji.

I naprawdę udało Ci się to. Bohaterowie "Uratuj Mnie" są zdecydowanie prawdziwi i tacy, których mogłabym spotkać w prawdziwym życiu.   A co sprawia Ci największą trudność w pisaniu?
Chyba największą trudność sprawiają mi sceny, w których jest dużo skrajnych emocji. Zawsze nawiązuję z moimi bohaterami pewną wieź, żeby móc wczuć się w ich własne emocje i oddać je tak dobrze, jak tylko potrafię. Przy "Uratuj mnie" zdarzało mi się ze złością zamykać klapę laptopa lub odchodzić na chwilę od pisania, żeby pójść pobiegać i ochłonąć, szczególnie przy scenach Mai.


Wiadomo już coś na temat kolejnych części? Kiedy będą wydane?
 Aktualnie pracuję nad poprawkami drugiej części, ale trudno mi w tym momencie podać jakikolwiek termin, nawet taki orientacyjny. To samo tyczy się kolejnych części.

Masz zaplanowane może jakieś spotkania autorskie, gdzie będzie Cię można spotkać, zamienić kilka słów i zdobyć autograf? 
29 października będzie można spotkać mnie na tegorocznych Targach Książki w Krakowie. Swoje "pięć minut" będę miała o godzinie 15 wraz z Agatą Czykierdą-Grabowską, jak wynika ze wstępnych ustaleń z wydawcą.

 Cudownie! W takim razie możesz się mnie tam spodziewać. Nie przepuszczę takiej okazji! :)  Już na koniec... Trzy książki (no, dobra, niech będzie, trzech autorów), które mogłabyś polecić moim czytelnikom, to...?
Fantastycznie, nie mogę się doczekać :) Wybieranie ulubionych książek to jak wybieranie ulubionych dzieci, ale niech będzie... Zdecydowanie uwielbiam Kim Holden i jej ,,Promyczka", druga część zupełnie rozłożyła mnie na łopatki, w życiu tyle nie płakałam nad książką. Bardzo lubię też pióro Tarryn Fisher, jej seria "Love me with lies" to miły powiew świeżości przy wysypie cukierkowych romansów, więc zdecydowanie polecam "Mimo moich win". I skoro w "Uratuj mnie" wspomniałam, to tutaj powtórzę - "Maybe Someday" Colleen Hoover, której raczej nikomu przedstawiać nie trzeba.

Z mojej strony to tyle. Jeśli wy chcielibyście się czegoś więcej dowiedzieć o Ani, pytajcie w komentarzu. Ania z przyjemnością odpowie na Wasze pytania!
Czytaj dalej »

piątek, 23 września 2016

Prosto z..."Rodzinne sekrety" Krystyny Mirek

Witajcie!
Kolejna porcja cytatów dla Was, tym razem z drugiego tomu sagi rodzinnej - Jabłoniowy Sad - "Rodzinne sekrety". Mam nadzieję, że wybrane przeze mnie cytaty przypadną Wam do gustu. Dajcie znać, który najbardziej Wam się spodobał!


















"Piękne chwile przychodzą znienacka, nie da się ich do końca wyreżyserować. Jedynym sposobem, by ich nie przegapić, jest po prostu być obok."

"Prawdziwa miłość ma swoją cenę. Kiedy raz spróbujesz smaku tego wyjątkowego połączenia dwóch osób, które niespodziewanie zaczynają tworzyć całość, już nigdy nie pragniesz innego związku."

"Są zamki, które można otworzyć na wiele sposobów. Wytrychem czy nawet swykłą spinką do włosów, ale bywają też takie, do których pasuje wyłącznie jeden klucz. Istnieją też takie serca, do których trafić może tylko jeden człowiek. Jeśli się go straci, pozostaje już tylko samotność."

















"Czasem dobrze jest dostać od życia mocnego kopa w tyłek, może cię on wyrzucić a nową drogę, której sam byś nigdy nie znalazł."

"O rodzinę zawsze warto walczyć, choćby nie wiem co."

"Uczuć się nie zapomina. Niektóre same mijają, ale inne zostają aktualne na zawsze, zwłaszcza pierwsza prawdziwa miłość. Nawet jeśli ta miłość przyszła późno."

















"Miłość to energia. Czasem rozprasza cię tak bardzo, że trudno ją dostrzec. Ale to jeszcze ie znaczy, że zniknęła. Po prostu jej nie widzisz. Wystarczy jednak pozbierać te wszystkie kawałki i znów ułoży się w całość."

"Ktoś, kto wymyślił miłość był chyba pijany. Inaczej dobrze by się zastanowił, zanim wypuściłby w świat taką wybrakowaną usługę."

"To nigdy nie mija - pomyślała Maryla. Można mieć czterdzieści lat, własne życie, dzieci i poglądy, a ciepłe kakao przygotowane dłonią kochającej mamy, zawsze ma kojącą moc. I jest wciąż potrzebne"

Czytaj dalej »

wtorek, 20 września 2016

Krystyna Mirek - "Rodzinne sekrety. Jabłoniowy Sad."

Krystyna Mirek to pisarka, której twórczość uwielbiam. To dzięki niej zaczęłam czytać książki polskich autorów. Nic więc dziwnego, że każda nowa książka przez nią wydana, od razu znajduje miejsce na mojej półce. "Rodzinne sekrety" długo czekały na swoją kolej. Wcześniej nie było odpowiedniego momentu, aby się za nią zabrać. Dopiero, gdy miałam czytelniczy zastój, spróbowałam sięgnąć po nią. I wiedziałam, że będzie to dobry wybór. Chociaż nie sądziłam, że aż tak dobry. 



"Rodzinne sekrety" to druga część losów rodziny Zagórskich, których mogliśmy poznać w książce "Szczęśliwy dom". 

Burza i zawierucha, która niespodziewanie nadeszła nad domem Zagórskich, zniszczyła sad i doprowadziła do tego, że z jabłek, które rosły na drzewach prawie nic nie zostało. Dodatkowo, gdyby tego było mało, w rodzinie Zagórskich również zaczęło dziać się nieciekawie. Alfred, brat Jana niespodziewanie wraca do Polski po wielu latach nieobecności. To może oznaczać tylko jedno - kłopoty. Księgarnia, dom, sad - wszystko to jest bardzo bliskie sercu Jana i bez nich nie potrafi wyobrazić sobie życia. Kłopoty finansowe, które spadają na niego zmuszą go do podjęcia bardzo trudnej decyzji. I właśnie to spowoduje prawdziwą rewolucję. Córki, idąc za śladem ojca, postanawiają zawalczyć o to, na czym im najbardziej w życiu zależy. 

Aniela, samotna mama Ani wyrusza do Warszawy, aby odnaleźć mężczyznę, w którym kiedyś, przed laty zakochała się i o którym do tej pory nie może zapomnieć. Maryla natomiast postanawia zawalczyć o prawdziwą rodzinę dla swoich chłopców. Jan również decyduje się na bardzo odważny krok, którego zdecydowanie się po nim nie spodziewałam!

"Rodzinne sekrety" to kontynuacja losów rodziny Zagórskich. Tym razem autorka skupiła się głównie na Anieli i Maryli i to im poświęciła najwięcej miejsca w powieści.
Aniela, to zdecydowanie moja ulubienica, dlatego też ten tom tak bardzo mi się podobał. Bardzo cieszyłam się, że mogłam poznać trochę bardziej tę bohaterkę. Aniela to matka samotnie wychowująca swoją siedmioletnią córkę, Anię. Nikt nie wie, kim jest ojciec dziewczynki. Kobieta nigdy nikomu nie powiedziała nic na jego temat. Wiemy tylko, że nadal bardzo go kocha i nie potrafi przestać o nim myśleć. Dlatego wyjeżdża do Warszawy, aby spotkać się z nim. Co z tego wyniknie, musicie dowiedzieć się już sami. Nie mogę Wam nic więcej zdradzić, ale gwarantuję Wam, że warto!


 Maryla natomiast to matka wychowująca dwójkę synów. Rozstała się z mężem, rzuciła go, a po jakimś czasie zaczęło do niej docierać, że to chyba nie był dobry pomysł. Wszystkie związki, w jakie wchodziła z mężczyznami, zawsze szybko się kończyły. Nie wiedziała dlaczego. Dopiero po jakimś czasie uzmysłowiła sobie, dlaczego tak jest. O ile Anielę uwielbiam, tak za Marylą nie przepadam (mało powiedziane!).

"Rodzinne sekrety" to podobnie jak pierwsza część, historia opowiadająca losy rodziny Zagórskich. W przeciwieństwie do pierwszego tomu, ten jest bardziej dynamiczny, emocjonujący, a na pewno zdecydowanie mniej sielankowy. Tajemnice z przeszłości, niespodziewane wydarzenia i problemy, jakie życie stawia przed rodziną spowodują, że akcja naprawdę toczy się niesamowicie szybko. Książkę czyta się w obłędnym tempie, na jednym wdechu. Nawet się nie obejrzycie, a już będziecie ją kończyć i z niecierpliwością będziecie wyczekiwać kolejnego tomu, dokładnie tak jak ja.

Sagi rodzinne to książki, które mogłabym czytać cały czas. Wprowadzają one we mnie taki fajny nastrój, który sprawia, że naprawdę ciężko mi jest się oderwać od takich książek. Poruszają problemy, które mogą naprawdę spotkać kogoś z nas w prawdziwym życiu. A jeśli jeszcze autorką jest pani Krysia, to musi być hit, bo u niej wszystko jest perfekcyjne! Cudowni bohaterowie, zupełnie nieprzerysowani, tacy, których możesz minąć na ulicy, tak samo historia, którą autorka przedstawiła mogłaby zdarzyć się każdemu z nas. Prawdziwe problemy, które zdarzają się na każdym kroku, sprawiają, że książkę czyta się jeszcze lepiej. Poza tym wspaniałe pióro autorki tylko dodaje uroku tym książkom i dzięki temu nie można się od niej oderwać.

Polecam tę książkę dosłownie wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy chcą przeczytać o czymś, co w życiu jest naprawdę ważne. Miłość, przyjaźń, rodzina i stosunki w niej panujące. Autorka zwraca uwagę na to wszystko i stara się, abyśmy nie zapomnieli co w życiu tak naprawdę jest najważniejsze. To piękna lekcja życia zawarta w prawie 400 stronach, którą powinniście przeczytać, zastanowić się nad nią i wziąć do serca. 

Czytaj dalej »

sobota, 17 września 2016

Prosto z..."Uratuj Mnie" #TheLastRegretTeam

Witajcie kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z cytatami z książki "Uratuj Mnie", której recenzję możecie przeczytać tutaj. Jestem pewna, że gdy zapoznacie się z tymi cytatami, nie będziecie się wahać ani chwili, czy jest sens przeczytać tę książkę. Nie przedłużając, zapraszam! 

"Umierać od środka, to zgubić elementy układanki, która kiedyś była całością. Stopniowo przestawać czuć cokolwiek poza zionącą pustką, by stać się tylko bezużyteczną skorupką. Matrioszką, która - gdy wyciągasz z niej kolejne drewniane laleczki - okazuje się niekompletna, bo brakuje tej ostatniej, najmniejszej. I nie masz pojęcia, gdzie jej szukać."



"Zrozumiałam, że stało się to, przed czym się tak uparcie broniłam. Uzależniłam się od Kylera. Tak po prostu. Nie trzeba znać kogoś długo, aby na stałe ulokował się w naszym życiu. Musi tylko znaleźć drogę prosto do naszego serca, poruszyć wszystkie właściwe struny. Czasem już poznając kogoś, wiesz, że będzie dla ciebie kimś ważnym. I nie mówię tutaj o miłości od pierwszego wejrzenia. Nigdy w nią nie wierzyłam. Wierzyłam natomiast w to, że każdy człowiek spotkany na naszej drodze nie staje na niej przypadkiem."

"Przyjaciel... To tylko słowo, prawda? Ale za nim kryje się osoba. Osoba, która cię nie ocenia, gdy zachowujesz się irracjonalnie. Która popycha cię, gdy brakuje ci odwagi. Ale też taka, która uświadamia ci twoje błędy."
"Bo przyjaciele nie są tylko od pocieszania, gdy użalasz się nad sobą. Są od kopnięcia cię w tyłek, kiedy chcesz się poddać."

"Czasem coś nas przeraża, ale jeśli tak jest... Wtedy częstokroć warto spróbować i wykorzystać każdą szansę, by niczego nie żałować."

"Nawet największy bałagan może zmienić się w coś pięknego. Gdy nadejdzie ten moment, nie cofaj się i zaryzykuj..."

"Gdy w twoim życiu pojawia się ten właściwy chłopak, problemy nie odchodzą jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przeszłość wciąż jest twoją przeszłością i tak już pozostanie." 

"Gdy życie daje nam drugą szansę, nie możemy jeszcze raz przeżyć przeszłości i naprawić swoich błędów. Możemy za to przeżyć resztę życia tak, jak tego chcemy. Tak, by już niczego nie żałować."

"Nie oglądaj się za siebie, bo to wszystko masz już za sobą. Patrz przed siebie, bo tam są twoja przyszłość i wszyscy, którzy cię kochają." 

"Nie proś życia o wieczność, proś je o to, by po prostu było. Czasem jest złe. Czasem jest wręcz beznadziejnie złe. Ale właśnie wtedy, właśnie wtedy, gdy już gorsze być nie może, może być tylko lepsza. I kiedyś będzie. Jeśli tylko będziesz o nie walczyć." 

"Można było kochać lody Ben & Jerry's. Dziesiąte wcielenie Doktora Who. Ale co innego kochać... kogoś. Bo wtedy "kocham cię" to nie były już tylko słowa. To było zaklęcie. Obietnica."

"Być zakochanym to dobrowolnie oddać komuś część siebie i przyjąć to, co ten ktoś oferuje nam, trzymając to w otwartych dłoniach. I nie dało się tego zamknąć w jednym "kocham". I tak, krócej było powiedzieć właśnie tylko tyle, to jedno słowo. Ale to mogło być też aż tyle, gdy mówiło się to, patrząc komuś w oczy, szepcząc z czułością czyjeś imię."


I jak Wam się podobają? Jeśli macie jakieś swoje ulubione cytaty z tej książki, koniecznie napiszcie je w komentarzu! 

Czytaj dalej »

piątek, 16 września 2016

[ZAPOWIEDŹ] Nicholas Sparks - "SPÓJRZ NA MNIE"

SPÓJRZ NA MNIE
(SEE ME)
Nicholas Sparks

tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
premiera: 28 września 2016 r.
OSIEMNASTA POWIEŚĆ KRÓLA ROMANTYCZNYCH OPOWIEŚCI!



Collin nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Wychowywał się i kształcił w szkołach wojskowych, w których był bezlitośnie gnębiony, a i rodzice nie  poświęcali mu uwagi. Stało się to przyczyną jego problemów z panowaniem nad sobą i zatargów z policją.
Maria dorastała w przyjaznym otoczeniu, zawsze czuła wsparcie rodziny i jej doping w trakcie studiów prawniczych oraz na początkach swojej kariery zawodowej.
A jednak, na przekór swoim doświadczeniom, zostają parą. Wkrótce Maria zaczyna dostawać dziwne i przerażające wiadomości od anonimowego prześladowcy. Wydaje jej się, że wie, kto chce zagrozić trwałości ich związku, ale czy ma rację?
„Spójrz na mnie” przypomina nieco wcześniejsze powieści Nicholasa Sparksa, takie jak  „Anioł stróż” czy „Bezpieczna przystań”, w których prosta historia o miłości zmierzała w stronę historii z dreszczykiem. Jednak w przeciwieństwie do poprzednich książek, jest o wiele mniej przewidywalna, ma wiele zupełnie niespodziewanych zwrotów akcji.

SPARKS UMIEJĘTNIE MYLI TROPY, A ZAKOŃCZENIE PRZEWRACA PODEJRZENIA CZYTELNIKA DO GÓRY NOGAMI

Nie wiem jak wy, ale ja jestem bardzo ciekawa tej powieści i już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła ją przeczytać!
Czytaj dalej »